Samodzielność u dziecka

wspieraj samodzielność
„Nie można być wolnym, jeśli nie jest się samodzielnym. Zatem, aby dziecko zdobyło niezależność, jego aktywne oznaki wolności osobistej muszą być akceptowane od najwcześniejszego dzieciństwa.” M.Montessori 

Pozwólcie, że tym cytatem rozpocznę dzisiejszy wpis. Wpis o tym, jak wspierać samodzielność u dziecka i jego niezależność oraz dlaczego to takie ważne

Samodzielność 

Głównymi powodami, dla których wyręczamy dzieci jest nasza wygoda. Żyjemy w czasach, w których wszystko chcemy robić jak najszybciej i jak najlepiej. Nie lubimy stać w kolejkach, dłużej ładująca strona internetowa doprowadza nas do szału, a koleżanka, która nie odpisuje nam na wiadomość wprawia nas w niepokój.

Z dziećmi jest tak samo. Nie mamy czasu na to, by dziecko się samo ubrało, bo musimy już wyjść. Nacisk na czystość i porządek w domu sprawia, że myjemy z dzieckiem ręce, bo zachlapie całą łazienkę, a przecież nikt nie ma czasu i ochoty na codzienne sprzątanie. Karmimy maluchy, by okruszki i resztki sosu nie znalazły się na podłodze, stole a nie daj boże ubraniu! Nie jesteśmy cierpliwi – chcemy rezultatu tu i teraz. Dziecko jest mini wersją dorosłego człowieka, który w żaden sposób idealny nie jest i za pierwszym podejściem nie osiągnie swojego celu. Na to wszystko potrzeba czasu, cierpliwości, wielu prób. Ale rezultat będzie bardziej opłacalny i wartościowy niż wiecznie trwający porządek w domu czy spóźnienie się na umówione spotkanie. Uwierzcie.

Po kilku latach całym sercem zapragniemy, by nasze kilkuletnie dziecko samodzielnie się ubierało, myło, przygotowywało posiłek, a później go zjadło. Tylko wtedy może być już za późno! Dziecko, które zostało wyręczane przez rodzica w każdej czynności po prostu nie będzie chciało samo tego robić. Będzie to nudne, mało rozwijające, a nas to będzie wkurzać! Prawdopodobnie jeszcze bardziej niż zachlapane kafelki w łazience. Warto jak najwcześniej wspierać dziecięcą samodzielność i niezależność.

Nie chodzi mi tu też o sztywny grafik, w którym dwulatek pakuje naczynia do zmywarki i ścieli łóżka każdego dnia. Ale o najprostsze czynności, w których dziecko jak najbardziej może wykazać samodzielność np. zakładanie butów, czapki, wyciągnięcie ubrań z pralki czy właśnie umycie rąk. Ważne, żeby dziecko zrobiło to po swojemu, nawet jeśli na początku będzie to niezdarne. Jestem pewna, że maluch, który nie będzie umiał sobie poradzić, poprosi o pomoc i wtedy mu ją okażemy. Nie wyręczymy. To ta subtelna różnica.

Po co więc ta cała samodzielność?

Wiara we własne możliwości i poczucie sprawstwa

Znacie to uczucie, gdy robicie projekt, wykonujecie czynność, włożyliście w nią bardzo dużo pracy, czasu, niekiedy było trudniej, bo były przed wami przeszkody, trudności. Gdy wam się w końcu powiedzie, czujecie się spełnieni, szczęśliwi, wiecie, że możecie wszystko, czujecie się dobrze ze sobą, możecie przenosić góry. Tak samo czuje się maluch, który sam założy i zapnie kurtkę, owinie szyję szalikiem a na głowę wciągnie czapkę. Czuje się jakby mógł zrobić wszystko na tym świecie, czuje się ważny. Tak właśnie buduje się poczucie własnej wartości! Dziecko wierzy w swoje siły, czuje, że ma moc sprawczą, że zrobił coś, co dało efekt! Bo w końcu na spacerze będzie mu ciepło! Dla nas to nic takiego, a dla takiego malutkiego człowieczka i jego umysłu to szczyt osiągnięcia. Czy naprawdę aż tak zależy nam na tym, by odebrać to małemu człowiekowi? Czy nasze wyjście o 5 minut szybciej jest bardziej istotne niż pokazywanie dziecku, że ma wpływ na siebie i na otaczającą go rzeczywistość?

Nauka i obserwacja świata

Kolejną rzeczą istotną w samodzielności jest nauka świata poprzez zmysły. Głównie chodzi o dotyk, ale nie tylko. Jeżeli dziecko samo będzie manipulowało np. swoimi rękoma na pewno szybciej nauczy się jak wykonywać daną czynność niżeli miałoby o niej słuchać. Po co kupować dzieciom drogie zabawki, które na celu mają rozwijanie zmysłów? Najprostsze i najtańsze zabawki mamy pod ręką. Wystarczy dać kostkę mydła, stoliczek do umywalki i niech maluch próbuje umyć sobie ręce, niech sprawdzi jak na jego dłonie działa ciepła woda, a jak zimna, jak kostka mydła może uciekać i jak trzeba ją złapać, by mu nie wypadła.

Pamiętam, jak P miała fazę na przenoszenie butów z korytarza do salonu. W głowie miała misję i po prostu przenosiła sobie but za butem. Później oglądała je wszystkie i wybierała parę, lub też dwa różne buty i próbowała zakładać je na stopy. Na początku było trudno, gdy założyła but nieumiejętnie. Pojawiał się płacz i frustracja. Potem komunikowała, że coś jest nie tak mówiąc „ojeeeej” i wtedy się jej pomagało, nie wyręczało! Po jakimś czasie wcale nie potrzebowała pomocy i jest w stanie założyć większość butów sama. Nie potrzebne były wymyślne zabawki, by zająć ją na dłuższą chwilę, a w trakcie trwania jej misji miało się chwilę dla siebie.

Indywidualność

Wspieranie dziecka, a nie jego wyręczanie to również pierwsza lekcja dziecięcej niezależności i indywidualności. Chcemy, aby nasze dziecko w przyszłości było osobą niezależną, broniącą swojego zdania, otwarcie komunikującą swoje potrzeby. Chcemy, żeby było odrębnym bytem, który nie jest zależny od innych. Ale czy faktycznie kształtujemy taką postawę? Zastanówcie się proszę nad tym.

Przykładowo pozwolenie dziecku na wybór ciuchów i samodzielne ubranie się to pierwszy krok właśnie do takiej niezależności. Ile swobody ma maluch, który może wybrać sobie strój do przedszkola czy na spacer, ile radości mu to sprawia! P wiele razy wygląda jak mała hipiska, gdy jej ciało okala kilka warstw kolorowych ciuchów, zupełnie do siebie niepasujących. Zdarza się, że chodzi w dwóch różnych skarpetach, albo cały dzień chodzi w czapce bo ma taką ochotę. Frajda i możliwość decyzji dziecka jest dla jej rodziców ważniejsza niż elegancki strój do wyjścia na spacer. Zastanówmy się nad tym i zobaczmy, dlaczego chcemy dziecko ubrać w ten, a nie inny sposób. Przewartościujmy przesłodki outfit ze sklepowych witryn, który na pewno wygląda schludnie i ładnie na strój księżniczki z berłem czy pelerynę superbohatera, które dziecko chce założyć na wyjście i pozwólmy mu na to.

samodzielność

Odwaga i zaradność

Dzieci przeważnie rodzą się pewne siebie i odważne. Bardzo chętnie doświadczają nowych wyzwań i za bardzo nie zwracają uwagi na niebezpieczeństwo. To dorośli sprawiają, że dziecko staje się bardziej ostrożne i nieufne. Znacie chyba sytuacje z placu zabaw, gdzie kilkulatek wspina się po drabinkach, a nadgorliwa mama stoi nad nim i co chwila przypomina żeby nie spadł, że za szybko wchodzi i że to, co robi jest niebezpieczne.

Chcemy ochronić dziecko przed bólem, cierpieniem i robimy to z pełną troską, nie wiedząc jednak, że w przyszłości, gdy dziecko dorośnie – skończy się to totalną bezradnością. Człowiek wówczas będzie bardziej zestresowany, niezaradny a w najgorszym przypadku rozwiną się u niego problemy psychiczne. Wyręczając go we wszystkim, stworzymy człowieka, który bez wiary we własne możliwości, stanie się człowiekiem nieszczęśliwym, bardzo zależnym od innych. O ile jeszcze zależność dziecka od rodziców jest okej, tak zależność dorosłej osoby od partnera czy współpracowników nie jest i dość często takie związki czy relacje stają się bardzo toksyczne.

Przejęcie odpowiedzialności za własne czyny

Ważnym elementem we wspieraniu dziecięcej samodzielności jest pozwolenie na zmierzenie się ze skutkami dziecięcego działania. Jeżeli dziecko samo będzie musiało wykonać jakąś czynność czy zadanie, zwróci uwagę na szczegóły, na które nie zwróciłoby uwagi z asystą rodzica. Będzie też wiedziało, do czego prowadzi dana czynność i w przyszłości zmodyfikuje swoje działanie, tak by nie popełnić błędu lub ograniczyć negatywne skutki swojego zachowania.

Rolą rodzica jest ocena czy wykonanie danej czynności jest bezpieczne. Jest to dość subiektywna sprawa. Niektórzy nie wyobrażają sobie, żeby pozwolić 2 latkowi na samodzielne wycinanie nożyczkami, dla innych będzie to zupełnie normalne.

Pamiętajcie też, że dzieci uczą się powtarzając. Zazwyczaj wykazują entuzjazm i są skore do pomocy chcąc np. pozamiatać z mamą. Jeśli dziecko zrobi to niezdarnie nie należy mu tego wypominać. Wystarczy podziękować za pomoc. Dziecko robi wszystko tak dobrze jak potrafi w danym momencie. Dopiero praktyka i wielokrotna obserwacja mamy sprawi, że czynność będzie wykonana „prawidłowo”, ale aby tak się stało dziecko musi ćwiczyć w swoim tempie.

Wspieraj nie zmuszaj

Jest też ogromna różnica między pozwalaniem dziecku na samodzielność, a kazaniem mu być samodzielnym. Nie tędy droga żeby zmuszać dziecko do samodzielności. Wspieranie i zachęcenia jest zupełnie czymś innym niż stwierdzenie, że dziecko ma zacząć robić coś samo bo jest już wystarczająco duże.

Jak widzicie wyżej, te wszystkie rzeczy to tylko pozytywny skutek tego, że pozwalamy dziecku na samodzielne wykonywanie czynności i eksplorację świata.  Wspierając samodzielność malucha, tworzymy samodzielnego, szczęśliwego dorosłego. Myślę, że świadomość tego pozwoli przy kolejnym ubieraniu się czy jedzeniu na danie większej swobody dziecku i mniejsze przejmowanie się brudem czy marnowaniem czasu. Jeżeli jednak naprawdę nie macie czasu rano, by pozwolić dziecku na samodzielne ubranie się, zróbcie to o innej porze dnia. Gdy maluch dojdzie do wprawy, poranne ubieranie stanie się szybsze i łatwiejsze. Spróbujcie, bo warto. Dajcie znać, co Wy na to.

„Pomóż mi zrobić to samemu” M.Montessori

Dodaj komentarz