Pozytywnie o porodzie

Poród Islandia
Dokładnie 2 lata temu o godzinie 8:37 P pojawiła się na świecie. Był to mój pierwszy poród, a także moje narodziny w roli mamy. Jak go wspominam? Czy poród może być pozytywnym doświadczeniem? Jasne, że tak !

Nie byłam absolutnie przygotowana do mojego porodu. Tematyka okołoporodowa zaczęła mnie interesować dopiero po porodzie, doulą zostałam niecały rok po narodzinach córki. W ciąży przeczytałam jakąś jedną, z dzisiejszej perspektywy średnią książkę (którą wtedy wszystkim polecałam). Skupiała się ona raczej na przebiegu ciąży niż na samym porodzie. Z dzisiejszą wiedzą wiem, że mój poród mógł wyglądać zupełnie inaczej. Mógł być jeszcze piękniejszym doświadczeniem, a być może obyłoby się bez znieczulenia. Tak czy siak z dwuletniej perspektywy wspominam go pozytywnie, chociaż do wymarzonych nie należał.

Historia porodowa w ogromnym skrócie

Streszczę zatem, bo niestety nie mam dziś czasu na obszerny wpis. Mój poród był bardzo trudny. Chciałam rodzić w wodzie. Często mówiłam, że mam plan: „wchodzę,rodzę,wychodzę”. Jednak było zupełnie inaczej. Ciężko znosiłam skurcze, szyjka nie chciała się rozwierać. Bałam się, że nie zdążę dojechać do szpitala i urodzę w domu (o ironio dziś marzę o tym, żeby móc urodzić drugie dziecko w domu). Ciągle myślałam, ile to jeszcze potrwa …

Rodziłam na Islandii, była zima, a szpital był oddalony o ponad 40km. Akcja porodowa rozkręcała się w domu, gdy tylko przekraczałam drzwi szpitala skurcze ustępowały. Załamana i zmęczona wracałam ponownie do domu, żeby po przekroczeniu progu znów intensywnie i regularnie odczuwać skurcze. Wtedy byłam zła na położne, że mnie odsyłają, ale dziś wiem, że była to dobra decyzja.  Od pierwszych regularnych skurczy do dnia powrotu do domu z noworodkiem zrobiliśmy około 500 km. Trwało to 3 dni. Szpital-dom, szpital-dom, szpital-dom, szpital-inny szpital, poród, powrót do rejonowego szpitala już z kilkugodzinnym noworodkiem i w końcu dzień po porodzie powrót do domu. Kilkaset kilometrów uzbierało się bez problemu.

Moim szoferem był  mój cudowny mąż, który nie odstępował mnie na krok. Tak jak ja nie spał przez prawie 2 dni. Adrenalina robi swoje… no właśnie adrenalina! To ona skutecznie potrafi zatrzymać postęp porodu. Gdybym tylko wtedy to wiedziała… Koniecznie zajrzyjcie do wpisu o hormonach porodowych i ich roli (klik!). Położna zasugerowała mi znieczulenie zewnątrzoponowe, dlatego musieliśmy pojechać do innego szpitala. Tam przedawkowałam gaz rozweselejący. Miałam halucynacje w trakcie których myślałam, że umarłam, a M został samotnym ojcem z córką, którą musi się zająć. Część halucynacji była pozytywna – muzyka grała mi w głowie, czułam się jak na grubej imprezie. Anestezjolog nie mógł się wkłuć w kręgosłup, udało się dopiero za 3 razem. Dziś żałuję że mu się udało.  Myślę, że bez zzo wszystko skończyłoby się dużo szybciej. W ciąży panicznie bałam się nacięcia krocza i oczywiście nacięciem się skończyło. Wcale nie było takie straszne. A szycie z noworodkiem na piersi było tylko małą niedogodnością nieporównywalną ze szczęściem z narodzenia dziecka.

No więc gdzie te pozytywy?

Sami przyznacie, nie brzmi to dobrze… Dlaczego zatem wspominam poród pozytywnie? Dlatego, że cały czas towarzyszył mi mój mąż. Dlatego, że dostałam dwie cudowne położne, które cały czas były ze mną. Dlatego, że rodziłam w prywatnym pokoju, z własną łazienką. Dlatego, że w trakcie porodu mogłam jeść i pić. Nikt mnie nie pospieszał, traktowano mnie z szacunkiem. Dlatego, że po narodzinach położono mi dziecko na piersi. Nie zabrano jej na żadne mierzenie czy ważenie. Nie zostałyśmy rozdzielone nawet na sekundę bo w pomiarach i badaniach, które wykonano jakieś 2h po porodzie również mogłam uczestniczyć. Cały czas był z nami mój mąż. Czułam się wykończona porodem, ale też bezpieczna i szczęśliwa. Wiem, że po porodzie nastraszyłam kilka koleżanek – wtedy jeszcze przemawiały przeze mnie „trudy porodu”.

Mój poród nie był idealny. Wiele bym w nim zmieniła. Najważniejsze jest jednak to, że  mam z nim związane dobre wspomnienia. Wspominając poród uśmiecham się i myślę, że był to szalony czas. Dziś śmieję się z halucynacji, z tych setek kilometrów, z mojego przerażenia kiedy mąż zakochany w naszej kilkudniowej P powiedział, że jest gotowy na następne dziecko.

Na dzień dzisiejszy wierzę w moje ciało. Wierzę, że drugi raz mogę urodzić bez znieczulenia. Że poród może przebiegać na moich warunkach i będzie dostosowany do mnie. Dziś wiem czego chcę i czego oczekuję. Wiem co jest dla mnie ważne, co jest priorytetem. Co najważniejsze dużo lepiej rozumiem fizjologię porodu i rolę kobiecej psychiki w tym wyjątkowym wydarzeniu.

Poród to nie choroba

Zrozumiałam to co nadal nie jest respektowane w większości szpitali. To, że poród nie wpisuje się w schematy, że kobieta musi czuć się bezpiecznie. Poród to nie choroba, z której trzeba wyleczyć ciężarną. To nie coś co trzeba na siłę przyspieszać „żeby zakończyć cierpienie”. To całe cierpienie bardzo często powoduje właśnie szpital i przedmiotowe traktowanie kobiety przez personel. Brak patrzenia na rodzącą jako człowieka, który ma uczucia.

Jeśli lekarze nie wierzą w to, że kobieta jest w stanie urodzić sama… Jeśli jedyne o czym się uczą to poród szpitalny oparty na procedurach… Jeśli nigdy nie widzieli prawdziwego porodu – takiego gdzie kobieta od początku do końca rodzi sama, ale pod czujnym okiem położnej (która nie ingeruje jeśli nie ma takiej potrzeby) to nie ma się co dziwić, że dla większości kobiet poród to trauma i najgorsze wspomnienie w życiu. Na szczęście porody prowadzone autorytarnie powoli, ale nadal zbyt wolno, odchodzą do przeszłości.

Zapewniam Was, że poród może być pozytywnym doświadczeniem. Spotykam coraz więcej kobiet, które widzą to podobnie jak ja. Część z nich zostaje doulami, inne zakładają szkoły rodzenia. Wiele szpitali jest bardziej otwartych. Dzięki Fundacji Rodzić po Ludzku i wielu innym organizacjom widać efekty walki o godny poród. Liczę na to, że coraz więcej kobiet będzie świadomych tego jak ogromną rolę w ich życiu, a także życiu dzieci mają narodziny. Oraz tego, że możemy mieć wpływ na jakość narodzin naszych dzieci. Bo to my rodzice mamy moc zmian. Poród zostaje w naszej pamięci do końca życia. Niech to będą dobre wspomnienia ♥


Warto przeczytać:
  • Ile to jeszcze potrwa? O tempie rozwierania się szyjki macicy – klik
  • Doula czyli wsparcie – klik
  • Hormony porodowe – twoje naturalne wsparcie klik

Jeśli jesteście w ciąży warto otaczać się pozytywnymi historiami porodowymi. Możecie je znaleźć np. na Vivat Poród (tutaj), albo Pozytywnie o Porodzie (tutaj)

A na zakończenie STO LAT dla mojej małej P !♥

Tort z babeczek
Sama robiłam! A połowa babeczek wegańska i bez cukru:)

 

 

 

 

Dodaj komentarz