O nauce chodzenia. Chodziki, pchacze i inne wspomagacze

Czekasz na pierwsze kroki swojego dziecka? Czy dziecko trzeba uczyć chodzić? Czy warto inwestować w gadżety do nauki chodzenia? Bierzemy pod lupę chodziki, pchacze i inne wspomagacze.

Ostatnio na pewnej szczecińskiej grupie jedna z pań zapytała o kask ochronny do nauki chodzenia dla niemowląt, ponieważ jej 7 miesięczny synek już rwie się do chodzenia.W bardzo miły (tak mniemam) sposób chciałam jej zwrócić uwagę na to, że proces nauki chodzenia jest czymś naturalnym. Nie warto go zaburzać gadżetami czy w jakiś sposób przyspieszać. Wymieniłam też argumenty, które mówią o szkodliwości takiego kasku. Decyzję pozostawiłam jej.

Dostałam w zamian szereg komentarzy „co ja tam wiem” i pogrożenie palcem ze strony administracji, że komentarz musi być niezwłocznie usunięty, bo jest nie na temat. Wycofałam się więc z dyskusji, która później również zniknęła. Najpierw się wkurzyłam, ale potem w sumie byłam wdzięczna, bo ten post i cała „gównoburza” pod nim, zainspirowały mnie do tego wpisu. Zaznaczę, że nie będę nikogo tu pouczać, chcę przedstawić tylko rzetelne informacje na temat takich gadżetów. Ja, będąc rodzicem, chciałabym wiedzieć, że istnieje też ta druga strona medalu. Chciałabym wiedzieć, nie tylko o pozytywach, ale i o zagrożeniach, które idą za danym produktem – tak, by móc podjąć decyzję z pełną świadomością.

Zapewne pojawią się komentarze czy myśli, że moje dziecko czy dziecko moich znajomych korzystało z takich gadżetów, ma 3 latka i ma się dobrze. Po pierwsze, taka sytuacja to dowód anegdotyczny. Po drugie, „wspomaganie” chodzenia może mieć skutki długofalowe i objawić się dopiero po kilku, kilkunastu latach różnymi wadami układu ruchu.

Ale do rzeczy…

Nauka chodzenia to proces, który wymaga wiele ze strony dziecka. Małe stópki muszą nauczyć się nowych rzeczy – przeróżnych zadań i funkcji. Samodzielne chodzenie wymaga pracy różnych mięśni całego ciała, które kształtują i umacniają się w poprzednich etapach. Zanim dziecko postawi pierwsze kroki mięśnie te kształtują się poprzez raczkowanie, wstawanie, upadanie (!), podnoszenie się i pierwsze poruszanie się przy meblach.

Okres ten jest stresującym dla rodzica, ponieważ niejednokrotnie dziecko może nabić sobie guza, mocno upaść na pupę. Wymaga to od rodziców większego skupienia i troski – jednak nic poza tym. Warto zapewnić dziecku dobre warunki do nauki chodzenia, usunąć niebezpieczne meble, zabezpieczyć schody, zabezpieczyć ostre kanty. Fajnie, kiedy dziecko może uczyć się stawiać pierwsze kroki na bosaka.

Nie chcę tu wstawiać konkretnych widełek, w których dziecko powinno chodzić, bo chcę się skupić na czymś innym. Mianowicie, na swobodnej nauce malucha. Nie utrudniajmy tego zadania malcowi, nie pospieszajmy go. Każdy maluch rozwija się we własnym tempie i nie ma jednakowego wieku nauki chodzenia dla wszystkich dzieci. To, że synek przyjaciółki już śmiga, nie oznacza, że Twoja córka też powinna. Być może nie jest jeszcze gotowa, a jej rozwój skupia się bardziej na nauce mówienia czy innych czynnościach. Jeśli rodzic zauważa coś niepokojącego w rozwoju malucha, niech skontaktuje się z lekarzem czy fizjoterapeutą. Jednak, gdy nie ma niepokojących sygnałów, a dziecko po prostu jeszcze nie kwapi się – postaraj się nie stresować, a tym bardziej  nie wspomagaj go chodzikami czy innymi cudami. Może to przysporzyć więcej szkód, niż pożytku.

wady chodzika
źródło: www.sprzedajemy.pl
Chodziki

Przez niektóre osoby wciąż uważane za niezbędnik w wyprawce, jednakże mogą przysporzyć dziecku wiele problemów. W Kanadzie zostały wycofane z handlu, co jak dla mnie, jest super decyzją.

Często w chodzik wkładane są dzieci, które jeszcze nie chodzą. Oznacza to, że ciało małego dziecka nie jest przystosowane do chodzenia, a mięśnie nie stabilizują właściwie kręgosłupa. Dodatkowo, stopa często nie dotyka prawidłowo podłoża, dziecko odpycha się na paluszkach, nie wykonując przy tym całej pracy – utrzymywania równowagi, przenoszenia ciężaru z jeden strony, na drugą. Chodzik ogranicza poznawanie otoczenia, dotykanie paluszkami różnych faktur, tkanin, powierzchni. Dziecko zamknięte w plastikowej klatce ma ograniczone poznawanie kolorowego, ciekawego świata. Kolejną rzeczą jest fakt, że przy nauce stawiania pierwszych kroków – chodzik ogranicza poznawanie własnego ciała. W chodziku dziecko nie nauczy się, jak upadać, jak wstawać. Nie zdobędzie niezbędnej wiedzy, żeby przy następnym wstawaniu nieco zmienić położenie ciała, by zapobiec upadkowi.

Dodatkowo, w latach 1990-2014 w samych Stanach Zjednoczonych do lekarzy trafiło 230 676 dzieci poniżej 15 miesiąca życia, które doznały wypadku w chodziku. Większość z tych dzieci podczas wypadku, spadło ze schodów.

Wydawać by się mogło, że chodziki zapewniają bezpieczeństwo maluchom – unikając właśnie niebezpiecznych upadków, guzów itd. Nic bardziej mylnego, nie są przystosowane do zapewnienia bezpieczeństwa dziecku.

Badania pokazały, że dzieci „chodzikowe” o wiele później siedziały, raczkowały i chodziły niż dzieci „niechodzikowe”. Osiągały również gorsze wyniki w skali rozwoju motorycznego, częściej chodziły na sztywnych nogach/na placach utrwalając przy tym nieprawidłowy wzór chodzenia.

Chciałabym dodać, że chodzik może negatywnie wpływać na relację rodzic-dziecko. W przypadku chodzików, dziecko często puszczane jest tzw. samopas. Nie ma obok rodzica, który bezpiecznie czuwa nad dzieckiem, obserwuje, jak to jest w przypadku bezgadżetowej nauki chodzenia. Rodzic powinien być bazą, centrum, do którego dziecko może w każdej chwili przyjść. Dziecko powinno wiedzieć, że rodzic czuwa i przy nim może bezpiecznie zwiedzać świat, przy chodzikach może być to utrudnione.

Nie chcę karcić i krytykować rodziców, którzy w swojej przeszłości wsadzili dziecko do chodzika. Przyznam, kiedyś nie było badań, tak wielu specjalistów, przepływu informacji, jaki mamy teraz. Nie biczujcie się, że wasze dziecko było wstawiane do chodzika. Zwróćcie jednak uwagę w swoim otoczeniu, by rodzice mający niemowlaki mieli świadomość szkodliwość tego gadżetu i zastanowili się, czy chcą w ten sposób „stymulować” rozwój dziecka.

Poza tym, trochę kosztują. Może lepiej zainwestować te pieniądze w zabawki/produkty bardziej przydatne w rozwoju malucha?

kask ochronny do chodzenia
źródło: www.fanoeshop.com
Kaski ochronne 

Od tego kasku wszystko się zaczęło… Tak samo, jak w przypadku chodzika, dziecko noszące kask ochronny do nauki chodzenia nie jest w stanie nauczyć się kontrolować własnego ciała. Gdy maluch uderzy się raz, drugi, trzeci, nauczy się kontrolować swoje ciało, przestrzeń wokół i w końcu będzie wiedział, żeby coś zmienić. Dostanie informacje zwrotną „okej, następnym razem spróbuję wstać trochę inaczej, może mnie nie zaboli”. Dodatkowo, taki kask może przegrzać główkę dziecka. Mogłabym zadać również pytanie – co maluch może odczuwać po ściągnięciu takiego kasku i co w przypadku uderzenia się? Czy to nie będzie szok dla dziecka, które nigdy nie odczuwało bólu przy uderzeniu się?

Upadki i uderzenia są naturalne w procesie nauki chodzenia (a także po). Jednak, gdy dziecko znacznie częściej uderza się, upada – być może ma problemy z odruchami równowagi. Wtedy może wymagać  konsultacji fizjoterapeuty/terapeuty SI. Zdarzyć się może, że przestrzeń do nauki chodzenia nie jest odpowiednio przystosowana i trzeba coś w niej zmienić. Zastanówmy się nad tym, zanim pobiegniemy do pobliskiego sklepu, by zakupić taki kask.

Pchacze

Pchacze generalnie są spoko, ale tylko wtedy kiedy dziecko już umie chodzić.  To nie jest gadżet do nauki chodzenia! Niektóre tego typu zabawki, mają nieprawidłową regulację kółek i na śliskich podłogach bardzo szybko jeżdżą, co za tym idzie – uciekają maluchowi. Po pierwsze możecie sobie wyobrazić, jaką pozycję przybiera dziecko. Przy „uciekającym” pchaczu, pupa dziecka jest wysunięta do tyłu, co bardzo obciąża odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Druga sprawa to to, że dziecko na etapie nauki chodzenia musi nauczyć się zatrzymywać i chodzić na boki. Pchacz w w tym nie pomaga. Zdarza się też, że dziecko używając pchacza nieprawidłowo i nienaturalnie ustawia stopy i koślawi kolana.

Kiedy dziecko już sprawnie się porusza wtedy pchacz raczej nie wyrządzi krzywdy.

Szelki

Przed tworzeniem tego wpisu, nawet nie wiedziałam, że są takie szelki, które stosuje się przy nauce chodzenia. Myśląc o szelkach, widziałam te, które rodzice stosują np. podczas spacerów, gdy dziecko ucieka. Tak samo jak w przypadku innych gadżetów – mówię nie,  z tych samych powodów. Maluch może mieć problemy z nauką upadania, z kontrolą nad własnym ciałem, co może mu przysporzyć trudności w nauce chodzenia.

Prowadzenie pod rączki

… za rączki, za rączkę

To co prawda gadżet nie jest, ale również może przysporzyć maluchowi problemów w nauce chodzenia i naprawdę nie trzeba malcowi w niczym pomagać. Dziecko doskonale wie, kiedy jego ciało i mózg jest gotowe na naukę chodzenia i ile ona mu zajmie. Tu pozwolę sobie przekierować Was do artykułu Anny Schab z Dzieci Są Ważne (klik)  , bo w nim wszystko jest fajnie wytłumaczone!

Co więc należy zrobić przy nauce chodzenia?

Po pierwsze, zaufać swojemu dziecku .Ono samo będzie wiedziało, kiedy jest czas na naukę chodzenia. Kiedy jego układy i zmysły będą na tyle skoordynowane, by móc poczynić pierwsze kroki.

Po drugie, stworzyć bezpieczne środowisko, w którym dziecko może eksplorować świat. Trochę poprzestawiać w salonie, usunąć niebezpieczne elementy, zabezpieczyć ostre krawędzie.

Po trzecie, uzbroić się w cierpliwość i uodpornić na pytania i stwierdzenia pełne presji „a jak to jeszcze nie chodzi?” „mój wnuczek to już od kilku miesięcy sam stawia kroki” itp. Wiem, że to wkurza, ale nie warto się tym przejmować.


Źródła:

  • Siegel, Burton – Effects of baby walkers on motor and mental development in human infants
  • Thompson – Injury caused by baby walkers: the predicted outcomes of mandetory regulations
  • https://www.sciencealert.com/common-baby-walker-toy-harmful-injury-experts-warn

 

 

Dodaj komentarz