Nie mam …

Troskliwa.pl

Zacznę od tego co mam. Mam więc „wolny” wieczór. Nie idę do pracy. Mąż proponuje, abym wyskoczyła na saunę i basen. Początkowo nie jestem przekonana. Przecież i tak oboje z P wybywają później z domu.

Ja mam w tym czasie ogarnąć chatę – w spokoju. Odzywa się głos matki. Cicho zarzuca mi, że nie spędzę niepracującego wieczoru z dzieckiem.

Uczę się jednak ignorować ten głos. Widzę, że dobrze na tym wychodzę. Matka też potrzebuje odpoczynku. Szczególnie jeśli ma cały wieczór sprzątać.

Na sobie mam spodnie z plamą, luźny t-shirt i nie mam stanika. Brzmi jak piżama? W takim razie to z pewnością opis mojego domowego outfitu. Uwielbiam go. Pakuję do torby strój kąpielowy i ręcznik. Chcę założyć stanik, ale myślę fuck it! Za 5 minut i tak go zdejmę. Nakładam kurtkę, którą od tygodnia planuję wyprać, bo również ma plamę. Wychodzę.

Jestem na parkingu. Na dworze jakieś 5 stopni i bardzo silny wiatr. Nadchodzi sezon na sztormy. Przez drzwi basenu wychodzi dziarsko wesoła staruszka. Uśmiecha się do mnie i pozdrawia mnie mówiąc Hi . Nie znam jej. Na głowie ma ręcznik zawinięty w charakterystyczny turban. Zakładam, że nie chciało jej się suszyć głowy po kąpieli. Prawdopodobnie mieszka gdzieś w pobliżu i pójdzie tak spacerem. Przeziębienie jej nie straszne. Również z uśmiechem odpowiadam Hi.

Wchodzę do szatni, jestem trochę poirytowana. Ktoś zajął mój ulubiony wieszak. Trudno, powieszę się obok. Rozbieram się do naga. Idzie szybko bo nie mam na sobie za dużo odzieży i wchodzę pod prysznic. Wielokrotnie o tym pisałam – kąpiel nago jest na Islandii obowiązkowa. Następnie wycieram się do sucha i zaczynam od sauny. Ponoć poprawne korzystanie z sauny  wymaga bycia suchym. Dlaczego? Nie pamiętam. Tak kiedyś przeczytałam i do tej pory to stosuję.

Jestem w saunie. Bardzo lubię jej zapach. To specyficzny zapach drewna. Tak samo pachniał pokój mojej prababci, a właściwie jej drewniane łoże. Spałam w nim kiedy byłam małym dzieckiem. Myślę jeszcze trochę o tym pokoju prababci. Staram się skupić na oddechu, ale zaczyna mi być za gorąco. Wychodzę i znów idę pod prysznic. To też na Islandii obowiązkowe.  Po skorzystaniu z sauny należy zmyć z siebie pot zanim wejdzie się do wody. Sensowne, prawda?

Ci którzy mnie znają wiedzą, że nie umiem pływać. Jednak nigdy nie bałam się wody. Zawsze miałam pod ręką, materac, albo ogromne kółko. Jako dorosła kobieta, wskakiwałam do kółka lub na nim siadałam. Nie umiałam pływać, ale czułam się jak ryba w wodzie.

Basen jest odkryty, woda jest lekko ciepła. Nie pachnie chlorem. Gdzieniegdzie pływają jesienne liście. Starsza pani oraz pani w średnim wieku pokonują wodne dystanse. Dołączam do nich. A może to ja już jestem panią w średnim wieku? Cholera, zastanawiam się nad tym. Przepływam żabką jedną długość, a potem kolejną. Nie wiem jak długi jest ten basen. Raczej krótki. Jednak to chyba niezły wyczyn jak na osobę, która nie umie pływać.

Moim problem jest oddychanie. Nie umiem uspokoić oddechu. Nie umiem utrzymać się na wodzie. Jestem w stanie przepłynąć z punktu do punktu, oby nie za daleko. Jeśli braknie mi sił, pójdę na dno.  Mój rekord to 6 basenów (w trzech seriach z przerwami). Mąż zawsze pyta, czy pływam tak przy brzegu, czy mam się czego złapać, czy ratownik zauważy jeśli zacznę się topić. Wie, że mam dziwny stosunek do wody i że się jej nie boję, a powinnam. Zaczynam się zastanawiać nad śmiercią w wodzie. W porównaniu z pożarem czy katastrofą lotniczą woda nie jest chyba taka straszna? Przytakuję w myślach mężowi, mam dziwny stosunek do wody.

Dziś silny wiatr utrudnia pływanie. Robię przerwę, idę do jacuzzi. Jest również na świeżym powietrzu. W tym czasie na basen wchodzi kobieta z dwójką dzieci. Nikt nie zwraca na nią uwagi. Oprócz mnie. Oczami wyobraźni przenoszę tę sytuację na polskie realia. Wyrodna matka, dzieci się pochorują, zapalenie ucha gwarantowane, gdzie jest czapka? Stek bzdur. P była ze mną na basenie w zeszłym tygodniu.

Ponownie robię serię sauna, prysznic, dwa baseny, znów sauna i prysznic. Nie wiem która godzina, ale chyba czas się zbierać. Na ścianie w szatni wisi zegar, który mówi mi, że pora do domu. Nie bardzo mam czas na suszenie głowy. Postanawiam iść za przykładem starszej pani. Ubieram się, narzucam ręcznik na mokre włosy i idę do auta.

Postanawiam napisać wpis. Myślę zrobię sobie zdjęcie w tym turbanie i wrzucę  na bloga. Nie mam jednak telefonu. Wychodząc na basen zostawiam go w domu. Ostatnio przestałam też nosić go do pracy. Tak jest lepiej. Jestem spokojniejsza, oprócz myśli nic mnie nie rozprasza.

Nie mam jeszcze kilku rzeczy. Często nie mam makijażu. Czasem nie mam stanika albo butów. Nie mam centrum handlowego. Nie mam w pobliżu pubu czy dyskoteki. Nie mam telewizora. Nie mam internetu mobilnego. W miejscowości nie mam też apteki i szpitala. A co najważniejsze nie mam stresu.

 

 

1
Dodaj komentarz

1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
irena omegard

Przyjemnie czyta się nie tylko o widokach za oknem.Bardzo mi się podoba ,co przeczytałam. Szczere i osobiste.Nie wszystkich jest na to stać. Zazdroszczę,ale tylko troszeczkę. Oczywiście Islandii.