Moje dziecko nie chce spać. Część II

Dziecko późno chodzi spać
W pierwszej części wpisu Moje dziecko nie chce spać (tutaj) przedstawiam nasze główne rozterki dotyczące nocnego rodzicielstwa. Nieodkładalne dziecko, zasypianie na rękach, nieprzespane noce, częste pobudki itp. Jednak te etapy są już za nami – ufff! Borykamy się nadal z kolejnym, który trwa od narodzin naszej córki.  Dziś chcę opowiedzieć Wam jak wygląda życie z dzieckiem, które późno chodzi spać. Poprzez późno rozumiem godzinę 22.00-23.00, a czasem i później…

Moje dziecko chodzi późno spać

Dotarliśmy do mojej aktualnej bolączki – do etapu który trwa od narodzin mojej córki i myślę, że nigdy się nie skończy. Jest to późne chodzenie spać. Poprzez późno ma na myśli godzinę 22.00/23.00, a w skrajnych przypadkach nawet późniejsza. W Sylwestra Mysza bawiła się w najlepsze do 1.00 w nocy nie wykazując, żadnych oznak zmęczenia pomimo wielu prób usypiania. Moją nadzieją jest to, że w końcu będzie na tyle samodzielna, że powie coś w stylu: dobra mamo, wyjdź z tego pokoju bo to siara, że nadal mnie usypiasz. 

Wiem, że ludzie przeważnie myślą sobie: „Jak dziecko może zasypiać o 23.00?!”,  „To wina rodziców! To nieodpowiedzialne – dziecko nie może chodzić tak późno spać!”. Proszę zatem drogi człowieku przyjdź do mojego domu i uśpij moje dziecko. Pokaż mi jak mam je zmusić do zaśnięcia nie uciekając się do podania leków nasennych, czy stosowania metody wypłakiwania, której jestem ogromnym przeciwnikiem!

Czy słyszeliście o chronotypach? To taki wewnętrzny zegar biologiczny, który reguluje nasze pory spania i aktywności. Wyróżniamy dwa podstawowe chronotypy – poranny i wieczorny czyli słynnego skowronka i sowę. Na pewno słyszeliście o dzieciach, które wstają po 5 rano. To skrajne skowronki. Rodzicom takich dzieci często się współczuje. Nikt nie myśli, że robią coś nie tak. Po prostu dziecko wcześnie się budzi, bo jest dzieckiem. I tu NIESPODZIANKA, działa to też w drugą stronę! Jest grupa dzieci, która są skrajnymi sowami i ja mam taki model w domu.

Zauważcie proszę, następującą rzecz:

Skrajny Skowronek prawdopodobnie pójdzie spać około godziny 19 i wstanie po 5. Czas snu: około 10 godzin.    Skrajna Sówka kimnie dopiero o 23, ale za to pośpi do 9.00, może i dłużej! I tu kolejna NIESPODZIANKA – czas snu: około 10 godzin!

Tak jak nie ingerowaliśmy w opisane w I części wpisu „problemy” ze snem, tak w kwestii późnego chodzenia spać próbowaliśmy chyba wszystkiego: rytuałów, zaciemniania, wyciszania, aktywnych zabaw przed snem, przesuwania pór drzemek, kołderki dociążającej, białych szumów, olejków eterycznych, masaży, wcześniejszych pobudek, wieczornego chodzenia na basen żeby wymęczyć dziecko. I wielu innych. I pomimo, że te rzeczy u nas nie działają to to dzięki blogowi wymagajce.pl, który skupia się w dużej mierze na temacie snu u dzieci jakoś dajemy radę. Właśnie dzięki wpisowi o chronotypach trochę wyluzowaliśmy

To też nie jest tak, że P  zawsze chodzi spać o 22/23. Czasem – nigdy nie wiemy kiedy zrobi nam niespodziankę i zaśnie o wcześniejszej porze. Przynajmniej raz w tygodniu ma taki dzień kiedy pada około 20.00 . Pytanie brzmi czy nadrabia wtedy zaległości w śnie czy po prostu robi zapas energii na kolejne dni. Bo pomimo wczesnego zaśnięcia to i tak śpi do około 9.00

To co zaobserwowaliśmy u naszego dziecka to to, że jej rytm dnia nie ma żadnego klucza. Żadnej powtarzalności. Nie da się przewidzieć kiedy pójdzie na drzemkę, kiedy zaśnie na noc. Może być tak, że wstanie o 9.00, drzemnie koło 13.00 a potem zaśnie o 23.00. Innym razem wstanie o 8.30 ale drzemka przesunie się na 15.00. Zazwyczaj późna drzemka to dramat dla rodzica i gwarancja późnego pójścia spać. P przeważnie późno chodzi spać, ale potrafi odwalić numer i pomimo późnej drzemki uśnie po 20.00. Czasem na tydzień lub dwa wkrada się jakaś namiastka powtarzalności i myślimy wtedy, że w końcu odkryliśmy jej system po czym nagle go zmienia i znów wraca do braku ładu.

Od razu się Wam przyznam, że nie zawsze jest mi łatwo zaakceptować fakt, że mam taką sówkę w domu. Czasem marzę o wieczorze dla siebie i zazdroszczę rodzicom, który od 20.00 mają „wolne” . Żeby sobie z tym poradzić musiałam przeczytać kilka książek oraz śledzę już wcześniej wspomnianego bloga psycholog Magdy Komsty. To najlepsze miejsce w internecie o tematyce snu dzieci, a wierzcie mi, że przekopałam cały internet w poszukiwaniu informacji.

Wiecie, że internet jest pełen rad i wskazówek odnośnie wszystkiego. Mamy i eksperci zachwalają sposoby, które na pewno zadziałają na kłopoty ze snem u dziecka.  Bardzo nie lubię takiego podejścia, bo każdy z nas jest inny i to co na pewno sprawdza się u jednych nie jest gwarancją, że wypali u innych. To powoduje u matek dodatkowy stres, bo zastanawiają się co robię źle, skoro u innych działa. Omówię kilka najpopularniejszych strategii, które u nas się nie sprawdziły.

Wieczorne rytuały

Wieczorne rytuały to serie czynności wykonywanych codziennie mające dziecko przygotować do snu. Przeważnie mają charakter wyciszający. Powinny być powtarzane w tej samej kolejności, żeby dziecko nauczyło się, że zbliża się pora snu. Przykładem takiego rytuału może być czytanie książeczek, następnie kolacja, kąpiel, masaż dziecka i usypianie.

Wyciszenie

Generalnie wiąże się z ono z codziennymi rytuałami. Wieczorne wyciszanie czyli spowalnianie dziecka poprzez różnego rodzaju uspokajające aktywności np. masaż, czytanie,. Zmiana tonu głosu na spokojniejszy, wyciszenie dźwięków z otoczenia. Rezygnujemy wtedy z zabaw, które wywołują emocje u dziecka i je pobudzają. U nas – nie działa. Sorry

Wymęczenie

W opozycji do wyciszania inną strategią są aktywne zabawy z dzieckiem. Takie, które pozwolą mu zrzucić pozostały nadmiar energii. Są to przepychanki, siłowanki i różnego rodzaju aktywności, które mają zmęczyć dziecko. Zawsze wydawało mi się, że chodzenie na basen jest właśnie taką czynnością po której szybciej jesteśmy senni. Staram się chodzić na basen z P 1-2 razy w tygodniu. Wiecie jaki jest efekt? Czasem zaśnie szybko, a czasem biega do 23.00. To jak bardzo ją zmęczymy nie przekłada się na porę snu.

Oświetlenie i niebieskie światło

Badania potwierdzają, że niebieskie światło emitowane przez komputery, telefony czy telewizory opóźnia porę zaśnięcia. Jak już wiecie,  nie mamy w domu telewizora. P nie ma dostępu do naszych telefonów i tableta. Jeśli z nich korzystamy wspólnie z nią to tylko do rozmów z rodziną. Czasem siądzie tacie na kolana, kiedy on robi coś przy komputerze lub ogląda mecz, ale generalnie niebieskie światło jest ograniczone.

Warto zwrócić uwagę na oświetlenie panujące w domu. Jeśli będzie za jasno melatonina nie zacznie się wytwarzać. Jeśli chodzi o ciemność to zimą mamy noce polarne i praktycznie od 15 zaczyna robić się ciemno. Latem przez białe noce robi się nam problem bo nie jesteśmy w stanie zaciemnić całego domu. Jednak nie widzimy żadnej znaczącej różnicy jeśli chodzi o wieczorne zachowanie P względem pór roku. Jednak jeśli chodzi o nas jest to diametralna różnica. Zimą my jesteśmy senni zdecydowanie szybciej i dlatego tak ciężko nam podołać wieczornemu nadmiarowi energii naszego dziecka. Często zdarza nam się wtedy robić szybkie, niekontrolowane 10-15 minutowe drzemki w trakcie dnia. Po prostu oko nam się zamyka nawet nie wiemy kiedy.

Przesunięcie pór drzemek

Kolejna często pojawiająca się rada – czyli przesunięcie pór drzemek na inne godziny. Jeszcze jakby ktoś powiedział mi jak to zrobić. Nie mogę przesunąć drzemki bo nigdy nie wiem o której godzinie ona wypadnie! W ciągu ostatnich 2 tygodni P zasypiała na drzemki około 13,14,15 a nawet 16 ! Mogę Wam nawet podać dokładne godziny, bo od jakiegoś czasy zapisuję wszystkie godziny związane ze snem. To taki mój domowy mini projekt badawczy. Chcę się upewnić, że faktycznie rytm dnia mojego dziecka jest nieprzewidywalny i nie ma żadnego schematu.

Wybudzanie z drzemek

Na logikę jeśli nie pozwolisz wyspać się dziecku na drzemce, będzie ono zmęczone i szybciej zaśnie wieczorem. U nas jest jednak zupełnie odwrotnie. Niewyspana Myszka nie funkcjonuje dobrze. Jest marudna, wszystko ją denerwuje. To oznacza wyjątkowo trudny wieczór dla nas wszystkich. A im bardziej jest zmęczona tym paradoksalnie trudniej jej zasnąć. Wielu dorosłych obserwuje takie wzorzec u siebie więc dlaczego z dzieckiem ma być inaczej

Wcześniejsze budzenie

Ototo….! Ten pomysł sprawił, że przeżyłam jeden z najgorszych tygodniu w mojej matczynej karierze. Byłam zdesperowana i zawzięta i wszelkimi sposobami budziłam P o godzinę wcześniej. Wiecie co otrzymałam zamiast dziecka chodzącego wcześniej spać? Dzień z niewyspanym, marudnym i ciągle płaczącym maluchem. Wszystko było nie tak – wszystko wyprowadzało ją z równowagi  i doprowadzało do płaczu w sekundę. Mój poziom stresu sięgał zenitu. Po kilku dniach wyzbyłam się prawie całkowicie empatii bo sama byłam wykończona tą sytuacją. Co gorsza P wcale nie zasypiała wcześniej, a rosnący deficyt snu potęgował jej frustrację (i moją) z każdym dniem. Myślałam, że to ten słynny bunt 2 latka. Mąż zasugerował, że powinnam przeczytać książkę Self-reg (jak tylko doczytam ją do końca wrzucę napiszę wpis do biblioteczki). Był to strzał dziesiątkę. Dzięki niej zrozumiałam, że zachowanie mojego dziecka nie wynika z żadnego głupiego buntu tylko najzwyczajniej ze zmęczenia. Ze zmęczenia, które dzięki mojemu uporowi narasta i potęguje się z każdym dniem.Zapadła decyzja, że robimy sobie  leniwy weekend i śpimy na maksa. Mysza  po 2 dniach się „naprawiła”. Naprawiła oznacza, że przestała się rzucać na podłogę i nie wali o nią głową w spazmach co 15 min. Jest ponownie uroczym półtoraroczniakiem, który wpada w taki stan tylko od czasu do czasu.

Skoro już wspominałam książkę Self-reg to musicie ją przeczytać! To totalny lifechanger. Ostatnio brakuje mi na wszystko czasu więc mam trudności z jej skończeniem, ale to co do tej pory w niej wyczytałam jest GENIALNE! Must have i must read każdego rodzica!

Zanudzenie

Strategia podobna do wyciszania. Wydaje się to całkiem sensowną koncepcją: idziesz z maluchem do sypialni i nie wchodzisz z nim w jakieś głębsze interakcje. Oczywiście jeśli zaczyna płakać to go przytulasz i uspokajasz. Ale raczej próbujesz go zanudzić leżąc w ciemności i samemu próbując nie zasnąć (albo zasypiasz). Wiecie jaki był mój rekord takie leżenia i zanudzania mego dziecka? Prawie 3h. Najpierw leżałam z nią około 2 godziny. W ciszy i ciemności. Przysięgam zawzięłam się i byłam pewna, że  w końcu zaśnie. Leżałam, przytulałam, masowałam, a ona co chwila przysypiała i aktywowała się od nowa. W sypialni nie mamy rzeczy, które mogą ją rozpraszać. Ot szafa, łóżko, dostawka i stolik nocny. W łóżku nie ma zabawek, ale P i tak znajduje sobie zajęcie. Zaczyna rozmawiać z zasłonką, oglądać śrubki w ramie łóżka, bawi się moimi włosami, puka w ściany. Generalnie robi wszystko, żeby nie zasnąć. Po tych 2 godzinach poddałam się i wyszłam pokonana z sypialni. Głód i rosnące zniecierpliwienie zaczęły robić swoje. Potem wróciłyśmy do sypialni – ja dalej w gotowości, że ją zanudzę. Usnęła dopiero po godzinie. Czyli gdzieś około 22.30. Próbowaliśmy tej strategii przez kilka dni, ale odpuściliśmy bo doszliśmy do następującego wniosku:

Co z tego, że P zaśnie być może te 30 min szybciej niż zawsze. My w końcowym rozrachunku „tracimy” wieczór. Jedno z nas utyka w sypialni na kilka godzin i jest odcięte od świata. W naszym normalnym trybie zajęlibyśmy się swoimi bieżącymi sprawami. Pranie, ogarnianie, gotowanie, czytanie. Jeśli miałabym niepracujący wieczór być może wyskoczylibyśmy do znajomych, na basen czy pojechalibyśmy na mini wycieczkę. P byłaby szczęśliwa biegając między nami i spędzając z nami rodzinny wieczór. Potem poszłaby do łóżka około 22.00 i prawdopodobnie ekspresowo zasnęła . Być może zrobiłaby nam nawet niespodziankę i zasnęła w okolicach 20.00. Oboje z mężem jesteśmy „sowami” i sami wolimy późno spać więc czemu nasze dziecko ma być inne. Jako dzieci sami też wykazywaliśmy tendencje do późniejszego zasypiania. Na pewno nie byliśmy tak skrajnymi sowami jak nasza córka, ale do skowronków nam bardzo, bardzo daleko.

Dieta, a sen dziecka

Pewnie wiecie, że to jak się odżywiamy wpływa na jakość naszego snu. Nie tylko kofeina działa na nas pobudzająco, ale również takie związki chemiczne jak salicyliany. Ich spożywanie w godzinach popołudniowych lub wieczornych może przyczynić się do kłopotów z zaśnięciem. Salicyliany znajdziecie między innymi w  pomidorach, truskawkach, jabłkach, pomarańczach, czekoladzie i wielu innych popularnych produktach spożywczych. To samo dotyczy cukrów prostych czy produktów zawierających sztuczne barwniki, aromaty i konserwanty ich spożycie może powodować kłopoty ze snem.

Jest też grupa produktów, która wspiera zasypianie i poprawia jakość snu. Należą do niej: mleko kobiece (ciekawe jak wyglądałby sen P gdybym nie karmiła jej piersią?!).  Powszechnie uważa się, że niemowlęta karmione mieszanką śpią lepiej i dłużej niż dzieci karmione piersią. Często jest to jeden z powodów dla których mamy rezygnują z kp i przechodzą na mm. Nie ma to jednak żadnego potwierdzenia w badaniach naukowych. To krążący powszechnie mit, taki jak dieta matki karmiącej.  Przeprowadzono jednak wiele badań, których wyniki potwierdziły, że matki karmiące piersią śpią de facto dłużej i oceniają lepiej jakość swojego snu niż kobiety karmiące swoje dzieci mlekiem modyfikowanym. Po więcej informacji odsyłam tutaj. Mleko kobiece zawiera  melatoninę, tryptofan i nukleotydy, czyli substancje ułatwiające wyciszenie i regulujące sen.

I znów  pojawią się głosy „ale moje dziecko było na mm i lepiej spało … „ Czy jedno dziecko, dwójka czy nawet piątka (wliczając w to malucha sąsiadki, córkę siostry i bliźniaki pani listonosz) jest wystarczającą grupą badawczą, żeby wysnuć wniosek dla całej populacji? Czy to, że MOJE dziecko późno chodzi spać oznacza, że tak mają wszystkie dzieci?! No jasne, że nie …

Wracając do produktów poprawiających jakość snu. Zdecydowanie warto podawać produkty bogate w DHA (np. ryby) oraz produkty zawierające tryptofan (np.banany). Melatonina również wpływa pozytywnie na jakość i ilość naszego snu, a naturalnie występuje między innymi w wiśniach, malinach czy migdałach.

O ile nie zapomnimy to staramy się nie podawać salicylianów w godzinach wieczornych. Nie mam pełnej listy produktów w której one występują (może powinnam sobie taką zrobić?). Słodycze nie istnieją w diecie naszej córki, a konserwanty i przetworzoną żywność ograniczamy jak to tylko możliwe. Nie ze względu na sen, ale po prostu na nasze zdrowie. No i staramy się podawać produkty poprawiające jakość snu. Tutaj ciężko mi się odnieść jaki ma to faktyczny wpływ na jej sen. Nie zrezygnuję z kp, żeby się przekonać czy śpi gorzej czy lepiej. Produkty bogate w tryptofan są zdrowe i je lubi, ale jako zwolenniczka BLW (wpis tutaj) nie zmuszam mojej córki do jedzenia niczego na co nie ma ochoty.

Dlaczego akurat teraz postanowiłam napisać wpis o śnie

Co jakiś czas nachodzi nas wątpliwość, że być może coś robimy nie tak. Zazwyczaj jest to w momentach kiedy my jako rodzice bardzo potrzebujemy  snu i zaczynamy być skrajnie wyczerpani (stąd moje zaległości we wpisach). Odkąd zmieniłam pracę na wieczorną i wracam do domu około 22.30 to nie ma opcji żeby P spała. Nieważne jak bardzo jest zmęczona będąc z tatą – nie zaśnie i czeka na mój powrót. Kiedy wracam Myszka dostaje nagłego zastrzyku energii i chce się bawić jeszcze przynajmniej przez 30-45 min nawet dłużej. Nieważne czy tego dnia wstanie o 7, 8 czy 10 rano zaśnie dopiero ze mną. Nieważne o której godzinie była drzemka i ile trwała ona zaśnie dopiero po moim powrocie. I próbujemy to zaakceptować i odnaleźć się jakość w tym nowym trybie. Żyjemy nadzieją, że jest to okres przejściowy i P w końcu zaakceptuje moje późne powroty i zacznie zasypiać z tatą. Oczywiście mój mąż wypróbował już wszystkie  znane nam strategie, żeby zachęcić P do zaśnięcia, ale póki co bez skutku. Wszystkie opisane powyżej testowaliśmy ponownie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy i dlatego jestem na bieżąco z tematem snu.

Im bardziej stresuje się tym, że P późno chodzi spać i próbuję to zmienić tym gorzej funkcjonujemy. Podejrzewam, że jest to ten kolejny trudny wymagający etap który w końcu minie – ale wtedy kiedy nasze dziecko będzie na to gotowe i zaakceptuje mój wieczorny tryb pracy. Tak jak napisałam w pierwszej części wpisu Jednak zauważ, że są tylko etapy. Trudne, wymagające etapy, które wraz z rozwojem dziecka mijają i … pojawiają się następne, którym jako rodzice musimy sprostać”.Sama muszę to  sobie wielokrotnie powtarzać, aby przetrwać te gorsze dni i wieczory.

Nie mogę nie napisać o naszym 2 miesięcznym żłobkowym epizodzie, który oznaczał obowiązkowe pobudki około 7.00 rano. Faktycznie Mysza zasypiała wtedy trochę szybciej i faktycznie można stwierdzić, że wcześniejsze budzenie działa. Jednak wracam znów do tego, że każda rodzina jest inna i zawsze musimy patrzeć na aktualną sytuację. A aktualnie nie kończę pracy o 13.00 tak jak wtedy kiedy P była w żłobku. Wracam do domu około 22.30. Jest to kluczowe, bo tak jak już pisałam nie ważne o której ją obudzę i tak nie zaśnie przed moim powrotem. Przetestowałam to na własnej skórze serwując nam pobudki o 8.00 rano przez cały tydzień. To się zupełnie nie sprawdziło – efektem było rozdrażnione dziecko i wykończona matka. A jeśli coś się nie sprawdza i sprawia, że Wasze dziecko, albo Wy jako rodzice macie dość to proszę Was zmieńcie to. Szukajcie rozwiązań komfortowych dla Waszej rodziny. To, że coś sprawdza się u kogoś innego nie daje gwarancji, że wypali u Was. A oczekiwanie, że wszystkie dzieci muszą wpasować się w jakiś schemat jest po prostu nierealne.

Plusy późnego zasypiania

Zawsze staram się szukać pozytywów w trudnych sytuacjach. I powiem Wam, że taki nocny Marek ma też swoje zalety. Możemy serwować sobie wieczorne wyjścia na spacer, późniejsze powroty od znajomych czy inne wieczorne atrakcje. Wyjście na basen z dzieckiem o 19.00-20.00 to dla nas chleb powszedni. Myślicie, że pospanie w weekend do 9.00 a nawet 10.00 z dzieckiem nie jest możliwe?! Obalam ten mit bo właśnie wtedy całą trójką budzimy się do życia. Ogromnym plusem jest też to, że mój mąż dzięki tym wieczorom może spędzać z córką więcej czasu. Gdyby chodziła spać o 19.00 wspólnie spędzany czas byłby szalenie krótki. Jest to na prawdę wyjątkowy czas.

Jeśli porównam mój poranny i wieczorny tryb pracy to finalnie jestem bardziej wypoczęta w aktualnej sytuacji. Bo też jestem sową. Kiedy Mysza chodziła do żłobka, a ja na rano do pracy prawie każdy dzień był dla mnie wyzwaniem. Już o 18.00 moje funkcje życiowe zaczynały się wyłączać. Mój mózg nie funkcjonował w takich warunkach. Teraz pomimo, że niektóre wieczory bywają równie ciężkie przeważnie jestem w stanie wykrzesać z siebie z siebie energię i zmotywować się do działania.

Przeważnie uwielbiam te  wspólne wieczory. Jednak kiedy jestem wyjątkowo zmęczona, a Mysza marudna to taki wieczór potrafi zamienić się w koszmar. To walka o przetrwanie. Wtedy marzę, żeby P miała guzik, który po prostu nacisnę,a ona zaśnie … Kilkakrotnie kiedy była mniejsza zdarzało nam się wsadzać ją do auta o 23.00 licząc, że zaśnie w foteliku. Czasem wracaliśmy ze śpiącym dzieckiem, a czasem była to po prostu wieczorna przejażdżka. Tata P wielokrotnie powtarzał, że musi przeczytać książkę „Moje dziecko nie chce spać” i nie wierzył mi kiedy mówiłam, że taka książka jeszcze nie powstała i myli ją z „Moje dziecko nie chce jeść”.

Ten wpis nie ma na celu bojkotowania wymienionych strategi pomagających w zasypianiu. One działają! Działają na większość dzieci i wielu rodziców je sobie chwali. Jednak tak jak już pisałam i będę to powtarzać do bólu: Jeśli coś sprawdza się w jeden rodzinie wcale nie musi pasować u drugiej. Najważniejsza jest obserwacja dziecka i dostosowywanie się do jego potrzeb.

Skrycie liczę, że ten wpis dotrze do rodziców z  podobnymi dziećmi i wtedy założymy sobie grupę wsparcia! Także, jeśli tu jesteście, albo macie znajomych z takimi dziećmi odezwijcie się!

Dodaj komentarz