Moje dziecko nie chce spać. Część I

 

Moje dziecko nie chce spać

Kiedy myślimy o rodzicach w kontekście snu to najczęściej wyobrażamy ich sobie, jako nieprzytomnych z kawą w ręku o 6:00 rano. Maluch biega dookoła roześmiany i wyspany, a mama lub tata próbują dojść do siebie pozbawieni mocy. A czy wiecie, że istnieje też grupa rodziców, którzy zmagają się ze swoim dzieckiem późną wieczorową porą?! Z niedowierzaniem patrzą na swoje dziecko, które o 23.00 jest nadal pełne energii. Ja należę do takich rodziców i zanim wrzucicie mnie do kategorii zła matka przeczytajcie wpis. 

Sen naszego dziecka to temat z którym „borykamy się” od samego początku. Zanim jednak przejdę do tego, że P chodzi spać około 22.00 – 23:00 opowiem Wam naszą historię nocnego rodzicielstwa. Bo rodzicami jesteśmy także w nocy, nawet jeśli niektórzy nie chcą tego zaakceptować. Jeśli interesuje Cię tylko temat późnego zasypiania, zapraszam do kolejnego wpisu, który pojawi się w przyszłym tygodniu.

Odwrócony rytm dnia i nocy

Pierwszy „szok” przeżyliśmy zaraz po narodzinach, kiedy okazało się że noworodki mogą mieć odwrócony rytm dnia i nocy. Oznacza to, że w dzień zachowują się jak w nocy i śpią więcej. Natomiast  w nocy często się budzą i mają dłuższy czas czuwania. Zwróć jednak uwagę na to, że maluszek w Twoim brzuchu nie wiedział kiedy jest dzień i noc. Kiedy kobieta się porusza, jej kołyszące ruchy usypiają dziecko – w dzień zatem śpi. W nocy zaś przeważnie jest ono bardziej aktywne. Przeważnie – bo wiemy, że dzieci są różne i każda ciąża jest inna. Po porodzie niemowlę potrzebuje czasu (zazwyczaj kilku tygodniu), żeby przyzwyczaić się i przestawić na nowy obowiązujący rytm dnia i nocy tak oczywisty dla nas dorosłych.

Moja wskazówka: jeśli niemowlę nie śpi po nocach to w trakcie dnia, śpij razem z nim. Naprawdę tego potrzebujesz. Musisz zrobić zapas energii na kolejną noc. Odpuść sprzątanie, zmywanie pranie i cokolwiek co przychodzi Ci do głowy. Pamiętaj, że nadal jesteś w okresie połogu i regenerujesz się po porodzie! Powinnaś odpocząć, żeby mieć siłę zajmować się dzieckiem. Zaangażuj męża i poproś go o pomoc!

Częste nocne pobudki

Szokiem numer było odkrycie, że niemowlęta budzą się co 2-3h (a nawet częściej). Jest to jednak całkowicie normalne! Dzieci mają zupełnie inne cykle snu niż dorośli. Te częste pobudki są dla nich dobre i potrzebne do prawidłowego rozwoju! Częste wybudzanie chroni je przed głodem, zmarznięciem czy nawet SIDS (syndromem śmierci łóżeczkowej). Dodatkowo sen w fazie REM (to własnie w tej fazie maluchy śpią najwięcej i dlatego się wybudzają) stymuluje mózg dziecka do szybszego rozwoju.  Z czasem cykle snu się wydłużają, ale u każdego przebiega to w innym tempie.

Powiedzcie mi dlaczego nikt nie uczy o tym w szkole?! Wymagają od nas znajomości budowy pantofelka, ale o nocnym rodzicielstwie nikt nie wspomni. Gdzieś tam na lekcjach Wychowania do życia w rodzinie (czy jak to się teraz nazywa?) przewijają  się slogany „bycie rodzicem to wielka odpowiedzialność”, albo „rodzicielstwo to ogromne wyzwanie” ale dlaczego nikt nie uczy o szczegółach. O tym jak wygląda poród, o tym jak zachowują się noworodki i niemowlęta, a potem dzieci. O tym czego faktycznie możemy się spodziewać i na co się przygotować.  Myślę, że dla wielu nastolatków byłaby to świetna metoda antykoncepcyjna, a dla przyszłych rodziców cenna wiedza. To, że istnieją szkoły rodzenia to nie jest żadna wymówka. O rozwoju dzieci naszego gatunku powinno się uczyć w szkole i to ze szczegółami. Właśnie z takimi jak np. różnice w cyklach snu niemowląt i dorosłych! (świetny tytuł na rozdział w podręczniku, prawda?). Powinna być to wiedza obowiązkowa dla wszystkich. Zauważcie proszę, że nie każdy z nas jest fizykiem, chemikiem czy historykiem, a wymaga się od nas znajomości przynajmniej podstaw z tych dziedzin. Oczywiście nie każdy chce być rodzicem, ale też nie każdy będzie archeologiem – a historia w szkole była, jest i nadal będzie.

Wracając do wzorców snów.

Wybudzanie mojego dziecka nie jest dla mnie problem. Początkowo było to duże wyzwanie, ale kiedy zrozumiałam, że to normalne u niemowląt łatwiej było mi to zaakceptować. Karmienie piersią i współspanie dodatkowo ułatwiło mi przetrwanie tych wielokrotnych nocnych pobudek (zazwyczaj co 2-3h). Oczywiście były momenty kryzysowe, kiedy byłam skrajnie wyczerpana. Było to przeważnie w okresie ząbkowania, czy chorób. Jednak jeśli spojrzę na to z półtorarocznej perspektywy te kryzysowe noce zdarzały się bardzo rzadko. W żaden sposób nie próbowaliśmy wydłużać odstępów między pobudkami. Nawet nie wiem kiedy, czas snu mojego dziecka uległ zmianie. Pewnego dnia, a było to chyba około 15-16 miesiąca zorientowałam się że od kilku nocy ilość pobudek zmniejszyła się do 1-2 i tak już zostało. Gdyby nie ta cała presja i pytania „czy twoje dziecko przesypia noce” pewnie nie zwracałabym większej uwagi no moje nowe nocne  życie. Ciągle otrzymywałam wyrazy współczucia, że moje dziecko nie przesypia nocy, ale skąd w ogóle pomysł, że dziecko MUSI przesypiać noce. To nie jest zgodne z jego fizjologią. No ale nie uczą o tym w szkole więc …

Moje niewyspanie nie wynika z tego, że często się budzę, ale z tego że za późno chodzę spać. Im P była starsza tym mniej wysiłku musiałam włożyć w jej ponowne uśpienie po przebudzeniu. Teraz kiedy się obudzi przeważnie sama przypełza do mnie i się przytula, czasem szuka piersi.  Zdarza się, że budzi się z płaczem więc biorę ją  w ramiona i ponownie razem zasypiamy. Moja pobudka trwa zatem jakieś kilkadziesiąt sekund maks kilka minut. Przeważnie karmię przez sen.

Nieodkładalne dziecko

Kolejna kwestia z którą musiałam sobie poradzić to nieodkładalne dziecko. Słyszeliście o takich maluchach? Mam taki model w domu. Co to oznacza w praktyce? A to, że jak tylko uśnie i spróbujesz odłożyć ją do łóżeczka wybudzi się po kilku minutach. Na tobie/przy tobie może jednak spać godzinami. Efektem tego jest rodzic przywiązany do dziecka na czas snu. Miałam dwie opcje na odnalezienie się w tej sytuacji:

1) wykończyć się psychicznie – byłam tego bliska bo był to okres mojej depresji poporodowej (wpis tutaj). Jednak po moim wyleczeniu nieodkładalność nadal trwała. Czułam się jak więzień w mojej własnej sypialni. Jeśli tylko próbowałam odłożyć P to budziła się natychmiast lub po kilku minutach samotnego leżenia. Doprowadzało mnie to do szału bo czułam, że „marnuję czas”

2) znaleźć rozwiązanie, które sprawi, że zacznę lubić to uwiązanie w łóżku. Nie myślcie, że sama do tego doszłam – to tylko i wyłącznie zasługa mojej pani psycholog. Musiałam pogodzić się z faktem, że w trakcie drzemek nie zrobię nic domu. Nie posprzątam, nie ugotuję obiadu, nie wstawię prania. No dobra szybkie pranie mogłam wstawić, a nawet skoczyć na siku!

Pytanie brzmiało jak zamienić katorgę bezczynnego leżenia w łóżku i bezssensownego scrollowania facebooka? Padło na czytanie książek. Od tamtej pory pokochałam drzemki. Był to czas dla mnie – czas mojego relaksu przy ciekawej lekturze. Kiedy byłam bardzo zmęczona był to także czas mojej drzemki. Dziś jestem wdzięczna mojemu dziecku, że było nieodkladalne, bo dzięki czytaniu był to dla mnie (i nadal jest) okres niesamowitego samorozwoju. Teraz drzemki przeważnie poświęcam na pisanie bloga. Nieodkładalność minęła sama z siebie i też nie próbowaliśmy jej zmienić.

Moja wskazówka: im szybciej zaakceptujesz fakt nieodkładalności tym lepiej dla Ciebie. Znajdź czynność, którą lubisz robić. Niech drzemki staną się dla ciebie przyjemne. Przestań patrzeć na siebie jak na więźnia swojego dziecka. Oglądaj seriale, szydełkuj, słuchaj muzyki w słuchawkach, czytaj. Możesz też pomyśleć o chuście do noszenia- żeby w trakcie drzemki dziecka móc coś ogarnąć w domu. Obiecuje Ci, a nawet przysięgam, że ten etap się kiedyś skończy. Nie powiem Ci kiedy, ale na pewno minie!

Zasypianie na rękach 

Jeśli porównam to z nocymi pobudkam i nieodkładanością to zasypianie na rękach było dla mnie najcięższe. I to dosłownie. Sama myśl o usypianiu mojego dziecka przyprawiała mnie o ból rąk i pleców. Wyobraźcie sobie 6 miesięczne dziecko, które waży 10kg i zasypia głównie na rękach. Czasem zlituje się nad matką i zaśnie na spacerze w wózku raz na … raz na jakiś czas! Do roku dorzuciła tylko kilogram … ale nadal było to 11 kilo! Myślałam, że usypianie w moich ramionach nigdy się nie skończy. Na szczęście mieliśmy chustę, która odciążała moje zmęczone ręce. Sporadycznie działało też usypianie na piłce, ale Mysza nadal musiała być na rękach. Aż nagle, tak jak w przypadku nieodkładalności P zaczęła zasypiać bez pomocy naszych rąk. Mogliśmy leżeć, a ona się do nas przytulała – nie było potrzeby jej noszenia i kołysania. Potem zapragnęła więcej przestrzeni i teraz nie zawsze chce się przytulać. Czasem rozwali się na łóżku w dziwnej pozycji z nogami w górze i zaśnie.

Moja wskazówka: Uwierz, że na wszystko przyjdzie pora. Dzieci nauczą się wszystkiego same w swoim czasie. Zapytaj samą siebie, czy coś czego aktulanie wymagasz od swojego dziecka jest faktycznie realne na tym etapie rozwoju? To, że dziecko koleżanki ma już dany etap za sobą, nie znaczy, że Twoje jest na to gotowe.

Nie wiem jaki jest Wasz „problem” związany ze snem, ale skoro czytasz ten wpis, to prawdopodobnie coś jest na rzeczy. Wierzę, że możesz być w momencie zwątpienia i myśleć „to się nigdy nie skończy”. Możesz być wykończona brakiem snu, przerywanym snem, zasypianiem na rękach, wczesnymi pobudkami i wszystkim tym co spędza Ci sen z powiek. Jednak zauważ, że są tylko etapy. Trudne, wymagające etapy, które wraz z rozwojem dziecka mijają i … pojawiają się następne, którym jako rodzice musimy sprostać.

Dla mnie aktualnym etapem, z którym się borykam jest właśnie to, że moje dziecko chodzi późno spać. Etap ten trwa od narodzin mojej córki i myślę, że nigdy się nie skończy. Jestem w momencie zwątpienia. Poprzez późno ma na myśli godzinę 22.00/23.00, a w skrajnych przypadkach nawet późniejsza. Moją nadzieją jest to, że w końcu będzie na tyle samodzielna, że powie coś w stylu: dobra mamo, wyjdź z tego pokoju bo to siara, że nadal mnie usypiasz. 

Ostatnie tygodnie są dla nas bardzo wymagające bo pory zaśnięcia P są wyjątkowo późne. Stąd moje zaległości w domu, w czytaniu i na blogu. Ale o tym jak to wygląda i jak próbujemy sobie z tym poradzić przeczytacie w „Moje dziecko nie chce spać. Część II”

Dodaj komentarz