Latanie samolotem z małymi dziećmi

Latanie samolotem z dzieckiem
Latanie samolotem z  niemowlakiem lub małym dzieckiem często budzi w rodzicach wiele wątpliwości. Szczególnie ten pierwszy raz może wydawać się ciężki, gdyż nie wiemy czego się spodziewać. Zastanawiamy się czy nasza pociecha, nie jest za mała, czy będzie płakać,  czy da radę, czy my damy radę itp. Latanie z dzieckiem wcale nie jest takie straszne. 

Chcę podzielić się z Wami moimi doświadczeniami odnośnie latania z dzieckiem. Moja córka w pierwszym roku życia odbyła 10 lotów samolotem (głównie na 3-4 godzinnych trasach). Aktualnie jest za nami 13 wspólnych podniebnych podróży. Mamy wypracowany już pewien system, który w naszym przypadku się sprawdza i loty przebiegają bez większych zakłóceń.

Pierwszy lot

Pierwszy lot samolotem, jest chyba najtrudniejszy. Nie wiemy czego się spodziewać. Wiele obaw budzi też wiek w którym dziecko może latać. Zazwyczaj rodzice decydują się na pierwszą podróż samolotem kiedy dziecko ma około 2-3 miesięcy. Nie znaczy to, że nie możemy podróżować z młodszym dzieckiem. Pamiętajmy jednak, że wyrobienie dziecku dokumentu uprawniającego do odbycia podróży (paszportu lub dowodu osobistego) może trwać kilka tygodni.

Podczas pierwszego lotu P. miała niecałe 3 miesiące. Dla mnie podróż samolotem była podwójnym wyzwaniem ponieważ boje się latać. Jej pierwszy lot był momentem kulminacyjnym mojego strachu. Leciałam bez męża, ale z siostrą i bratem. Do ostatniego momentu, nie byłam pewna czy dam radę wsiąść na pokład, a w trakcie startu rozpłakałam się ze stresu. Jeśli chodzi o podróż z perspektywy mama-niemowlę nie było tak źle. Takie maluszki zazwyczaj jeszcze dość dużo śpią, wiec dzidziut przespał prawie całą podróż. Karmienie piersią dodatkowo ułatwiło wszystko. Kiedy P. robiła się niespokojna przystawiałam ją do piersi i od razu się uspokajała.

Podróżowałam z nią na różnych etapach rozwoju. Kiedy była półroczniakiem pierś i dodatkowo chusta sprawiały, że przesypiała większą część podróży. Im była starsza tym więcej inwencji twórczej było potrzebne, żeby zająć jej czas podróży. W wieku 10-12 miesięcy wykazywała już spore zainteresowanie stewardessami, pasażerami i wszystkimi guzikami dostępnymi w samolocie. Trzeba było z nią spacerować po korytarzu, zwiedzać łazienkę (o ile można nazwać to zwiedzaniem) i pozwalać jej dotykać wszystkie możliwe rzeczy. Obawiałam się troszkę ostatnich trzech lotów bo P. zrobiła się mobilna i bardzo ruchliwa. Wyobrażałam sobie, że będziemy za nią biegać po korytarzu przez cały lot. Moje zmartwienia były jednak bezpodstawne. Kręciła się i wierciła, ale tylko na siedzeniach, nieustannie zaczepiając wszystkich pasażerów i obsługę samolotu.

Co zabrać na pokład samolotu
  • Jedzenie i picie – dla niemowląt wystarczy pierś lub mleko modyfikowane. W przypadku starszych dzieci pamiętaj o wodzie i jakichś przekąskach np. owocach. Ilość jedzenia jest oczywiście uzależniona od apetytu Twojego dziecka i długości lotu.
  • Coś do ssania – zmiany ciśnienia często powodują ból w uszach, a niweluje go połykanie śliny. Nie wytłumaczysz małemu dziecku, że ma połykać ślinę więc w trakcie startu czy lądowania możesz podać mu coś do picia (wodę, mm lub pierś) lub ewentualnie smoczek jeśli z niego korzystacie.
  • Chusta lub nosidło – wiele razy uratowało mnie, kiedy P. nie chciała spać. Kiedy była mniejsza motałam ją w chustę przed wejściem na pokład co ułatwiało mi przemieszczanie i miałam wolne ręce, żeby pokazać karty pokładowe czy wrzucić plecak na półkę.
  • Coś do przykrycia – kiedy maluch zaśnie warto mieć coś do okrycia. Kiedyś zabierałam cienki kocyk, potem odkryłam, że chusta lub moja bluza jest świetnym zamiennikiem kocyka i przybyło mi dodatkowe miejsce w bagażu.
  • Akcesoria do przewijania – chusteczki nawilżane, maść, pieluchy.
  • Ciuszki na zmianę – maluchy lubią się brudzić więc warto mieć jeden komplet ciuszków na zmianę. Zawsze zabieram też plastikowy śliniak, żeby zmniejszy szansę na przebieranie ciuszków.
  • Lek przeciwgorączkowy/coś na ząbkowanie – nie jestem zwolennikiem faszerowania dzieci lekami, ale na pokład zawsze zabieram lek przeciwgorączkowy i maść na ząbkowanie.
  • Zabawki/mini książeczki – żeby zająć dziecku czas.
Jak przetrwać lot 

Każde dziecko jest inne, więc to co sprawdziło się u mnie – nie musi sprawdzić się Waszym przypadku.

  • Wsiadamy do samolotu na samym końcu – większość linii lotniczych oferuje rodzicom z dziećmi pierwszeństwo wejścia na pokład. My jednak prawie nigdy z niego nie korzystamy. W liniach, z którymi latamy zawsze mamy wykupione miejsca więc nie zależy nam, żeby być na pokładzie jako pierwsi. P. szybko się niecierpliwi więc wolimy wejść na pokład na koniec, żeby skrócić czas w którym musimy siedzieć na swoich miejscach przypięci pasami. Raz skorzystałam z priority pass i pożałowałam. Pech chciał, że wpuścili nas tylko do rękawa, w którym z powodu słonecznej pogody było okropnie gorąco. Oczywiście wchodząc nie wiedziałam, że obsługa jeszcze nie posprzątała samolotu i będziemy czekać przed wejściem. Zatem utknęłam z dzieckiem na małej przestrzeni w palącym słońcu- nie mogłam pójść do przodu z powodu blokady, a za mną było już mnóstwo ludzi, którzy zablokowali wyjście…
  • Ograniczamy bagaż – niektóre linie lotnicze pozwalają nadać bagaż podręczny w punkcie check-in. Na pokład zabieramy zatem tylko plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami (zestaw z co zabrać na pokład samolotu). Dzięki temu przez cały okres pobytu na lotnisku nie musimy taszczyć za sobą walizek (nawet jeśli są małe to i tak wolne ręce przy małym dziecku są bezcenne). W samolocie też łatwiej się poruszać jeśli nie trzeba się martwić gdzie poupychać bagaże, albo czy wszystko pozabieraliśmy. Przestaliśmy latać też z bagażem rejestrowanym. Kiedyś nie potrafiłam sama spakować się w 23kg walizkę, dziś pakuję siebie i P. w podręczną walizeczkę i mały plecak. Jeśli jednak zależy nam na szybkim wydostaniu się z lotniska (bo np. mamy pociąg/busa w krótkim czasie od lądowania) to bagaż zabieramy na pokład. Nie musimy wtedy tracić cennego czasu czekając przy taśmie bagażowej
  • Wybieramy miejsca na końcu samolotu – Robimy to głównie ze względów ekonomicznych. Niestety większość tanich linii nie zapewnia miejsc koło siebie, więc wykupujemy je wcześniej, żeby mieć pewność, że będziemy siedzieć obok. Te z tyłu są dużo tańsze niż z przodu lub w środku. Mamy blisko do tylnego wyjścia i toalet. Dodatkowo mamy dodatkową przestrzeń w strefie dla stewardess, kiedy potrzebujemy pochodzić z dzidziutkiem
  • Strefa dla stewardess – nie wiem jak prawidłowo nazywa się to miejsce. Jest to ta część z tyłu samolotu między toaletami a wyjściem, gdzie obsługa szykuje jedzenie i przebywa, kiedy nie mają innych zadań. Kiedyś przy locie, w którym miałam kłopot z uśpieniem P.  stewardessa zaproponowała mi, że mogę śmiało zrobić te kilka kroków dalej i nie muszę krążyć z dzieckiem w chuście między korytarzem, a toaletami. Od tego momentu zawsze korzystam z tego miejsca i nigdy nikt nie zwrócił mi uwagi
  • Zawsze mamy ze sobą  nosidło/chustę – w przypadku problemów z uśnięciem chusta/nosidlo ZAWSZE nas uratowało i P. w końcu w nim zasnęła. Dodam, że nasze dziecko należy do tych, które późno chodzi spać lub jeśli jest bardzo podekscytowana to nawet na mega zmęczeniu załącza jakiś dodatkowy akumulator energii i o spaniu nie ma mowy. Podczas lotu numer 13 zasnęła dopiero po północy.
  • Nie bierzmy wózka – w naszym przypadku taka opcja się sprawdza, bo P. nie lubi w nim spędzać za dużo czasu. W Polsce mamy pożyczony wózek, z którego i tak korzystamy sporadycznie. Jeśli lecimy w inne miejsce to po prostu używamy chusty/nosidła. Wózek zabrałam tylko za pierwszym razem. Tak właściwie był fotelik samochodowy (kołyska), który mogłam za pomocą przejściówek zamontować na stelażu wózka
  • Karmienie piersią – problem butelek, ciepłej wody, podgrzewania, nas nie dotyczy. Pierś jest dostępna w każdym momencie. Podejrzewam, że dlatego pasażerowie nas lubią bo w razie płaczu „cycy” uspokaja moje dziecię w kilka sekund. Teraz kiedy P. jest większa nie zawsze jest zainteresowana piersią i muszę być bardziej kreatywna. Jednak przez pierwszy rok „cycy” zawsze działało. Nawet wtedy kiedy lecieliśmy samolotem z dużą ilością dzieci i przy lądowaniu jedno zaczęło płakać i stopniowo dołączały do niego następne płaczące maluchy P. została uspokojona mlekiem mamy i po kilku sekundach jej płacz ustał.
Inni Pasażerowie

Przeważnie budzą strach w rodzicach. Dlaczego? Bo większość z nas była kiedyś bezdzietna i pamiętamy nasze reakcje na płaczące dziecko w samolocie. Od zawsze lubiłam dzieci, jednak lot samolotem to była osobna kategoria. Nie chciałam, żeby rodzina z dziećmi siedziała w moim pobliżu. Rozumiałam, że przecież muszą jakoś się przetransportować i nie zostawią dzieci w domu. Jednak gdybym przy wyborze miejsca wiedziała gdzie siedzą rodziny z malcami wybrałabym dla siebie te jak najbardziej od nich oddalone.

Gdy już zostałam mamą i znalazłam się po drugiej stronie byłam trochę przerażona. Przez pierwsze kilka lotów idąc korytarzem z maluchem na ramieniu lub w chuście czułam na sobie spojrzenia innych pasażerów. Wręcz słyszałam ich myśli „byle nie obok mnie, idź dalej…”. Gdy już dotarłam na swoje miejsce zazwyczaj miny otaczających ludzi nie były przychylne. Pod koniec lotu ZAWSZE się to zmieniało. Ludzie nas zagadywali, uśmiechali się  i zaczepiali nasze dziecko.

Poświęć dziecku czas

Z czego wynika ta aprobata współpasażerów? Być może z tego, że reagujemy na potrzeby naszego dziecka. Cały czas ja, mój mąż albo inna osoba z którą podróżuję bawi się z dzidziutem. Wymyślamy jej różne zabawy, czytamy, spacerujemy po samolocie, zwiedzamy toalety. Wymaga to od nas dużo wysiłku, ale działa. P. nie należy do dzieci, które się sobą zajmują. Potrzebuje być w ciągłej interakcji z drugim człowiekiem, więc to też nie jest tak , że jestem mamą z „grzecznym” dzieckiem i po prostu mam szczęście. Oczywiście są momenty, kiedy płacze i denerwuje się, ale do tej pory udało nam się zawsze szybko ją uspokajać.

Jak już wiecie nie jestem zwolennikiem dawania maluchom smartfonów, tabletów i innych zdobyczy technologicznych. Chcę jak najdłużej ograniczać P. dostęp do takich urządzeń. Dlaczego? Przeczytajcie wpis Psycholoszki Dziecko a technologia . Pochwalę się więc, że do tej pory udało nam się przetrwać lot bez zabaw czy oglądania bajki na telefonie. Na prawdę jest to możliwe!

Lot z dzieckiem to jednak wyzwanie – przynajmniej w moim przypadku. Minęły czasy kiedy mogłam przespać cały lot, poczytać albo obejrzeć serial. Jeśli P. nie ma swojego miejsca to nawet jeśli uśnie musi być w moich ramionach lub męża co zmniejsza ewidentnie komfort podróży. Czasem uda mi się coś poczytać lub uciąć sobie drzemkę, ale większość czasu poświęcam mojemu dziecku.

Sprawdzaj!

Przejrzałam kilka stron odnośnie porad dotyczących latania. Praktycznie na każdej z nich znalazłam informacje, które się w moim przypadku nie sprawdziły. Na przykład:

„Po drugie wasze dziecko może mieć osobny bagaż podręczny (nie tyczy się to tanich linii)” – jest to źle sformułowane informacja. Latam tanimi liniami i moje dziecko zawsze ma darmowy bagaż podręczny. Czasem jest takiej wielkości jak nasz, a czasami wymiary są mniejsze. Jednak zawsze jestem w stanie spakować do tego dodatkowego bagażu zestaw z co zabrać na pokład samolotu (oprócz nosidła które jest na moich plecach lub w walizce). Sprawdzaj na stronie przewoźnika co przysługuje Wam podróżując z dzieckiem!

„Możecie mieć ze sobą wózek, z którym rozstaniecie się dopiero przed wejściem do samolotu” – pisałam już, że nie latam z wózkiem, prawda? Ten jeden raz kiedy go zabrałam obsługa lotniska w Berlinie podczas kontroli bezpieczeństwa odmówiła mi wzięcia go ze sobą. Musiałam się cofnąć i nadać go tak jak bagaż, tylko w punkcie „niewymiarowe przedmioty”. Czemu? Nie wiem. Nie miałam nic do gadania, a moje dziecko miało wtedy 3 miesiące. Niemiecki odrnung!

„Niemowlęciu do dwóch lat nie przysługuje osobne miejsce w samolocie – podróżuje na kolanach opiekuna” oficjalnie to prawda, ale podczas ostatniego lotu wykupiłam P. pełne miejsce dla dziecka w wieku 2-12lat (ona ma półtora roku). Bilet lotniczy za pełnopłatnego pasażera nie różnił się praktycznie ceną od biletu niemowlęcego więc wolałam dopłacić i mieć dodatkowe miejsce dla naszej trójki. Nie miałam z tego tytułu żadnych problemów, nikt nie zwrócił mi uwagi. Czasami jest tak, że nawet jeśli nie masz wykupionego miejsca dla dziecka to to obok Ciebie jest wolne. Nie oznacza, to że nie możesz z niego skorzystać i posadzić tam malucha.Ważne jest to, że podczas startu i lądowania dziecko musi siedzieć na kolanach rodzica.

Zawsze sprawdzaj!

Przepisy linii lotniczych zmieniają się nieustannie. Dlatego przed każdą podróżą sprawdzaj co Ci przysługuje, a co nie. To, że mi się udało odbyć bez problemu lot na bilecie dla dwulatka nie oznacza, że nie trafi się jakaś linia lotnicza, która będzie szukać dziury w całym. To samo w przypadku, korzystania ze strefy dla stewardess – to, że mi nigdy nie robili problemu nie znaczy, że taka sytuacja nie może się zdarzyć. Jeśli chodzi o latanie samolotem warto być elastycznym i przygotowanym na różne opcje. Zresztą większość z nas nabywa większej elastyczności, kiedy rodzi się dziecko.

Na zakończenie pozostaje mi życzyć Wam szczęśliwych i spokojnych lotów! Latanie samolotem z małymi dziećmi wcale nie jest takie straszne.

Dodaj komentarz