Jólasveinar nadchodzą! O 13 islandzkich „mikołajach”

Jólasveinar
Kiedy myślimy o Świętach Bożego Narodzenia w naszym europejskim standardzie, przychodzi nam do głowy nikt inny, jak Święty Mikołaj. 

Brodato-wąsaty starzec, z okrągłym brzuchem opasanym czerwono-białym kostiumem, wraz ze stadkiem latających reniferów. Uśmiecha się on do nas ze słodyczy,  bombek, ubrań, czy innych ozdób świątecznych.

Gdyby w okresie okołoświątecznym pójść do islandzkiego supermarketu, jak najbardziej znajdziemy europejskiego Świętego Mikołaja wraz z całą ferajną bałwanów, reniferów, skrzatów i śnieżynek. Jednak islandzka tradycja zakłada istnienie nie tylko tego jednego Mikołaja, o nie! Grono islandzkich „mikołajów” powiększone jest o 13 dodatkowych postaci, których  nazywa się Jólasveinar. Dziś Wam o nich opowiem.

Grýla temu winna

Wyobraźcie sobie wielką trolicę z 15 ogonami. Brzmi ciekawie? Dodajcie do każdego z tych ogonów około 100 worków wypełnionych dwudziestką dzieci. Miło, prawda? Tak właśnie prezentował się pierwotny obraz Grýli, o której pierwsze wzmianki znaleźć już można było w opowiadaniach z XIII w. Było to ogromne monstrum żywiące się dziećmi, które w dawnych czasach były straszone właśnie tą postacią. Wszystko po to, by dzieciaki były grzeczne. Islandczycy wymyślili chyba skuteczny sposób na posłuszeństwo swoich pociech, po kto by się nie bał ludożerczej trolicy?

Grýla

Ciekawa rodzinka

Grýlę związano ze świętami kilka stuleci później, wówczas była już matką. Swoich 13 synów (spekuluje się, że Grýla miała o wiele więcej potomstwa) spłodziła z trollem zwanym Leppalúdi. Mieszkali oni wraz z czarnym, krwiożerczym kotem w górach i skutecznie siali postrach wśród domostw na całej wyspie. W XIX w. wizerunek strasznej rodzinki ocieplił się, jak klimat podczas islandzkiego lata. Nie zajadali się już niegrzecznymi dziećmi i zmienili swoje upodobania żywieniowe. Do domów zaglądali nie po to, by zjeść dzieciaki,  a po to, by zdobyć coś do zjedzenia lub po prostu psocić.

Bożonarodzeniowi chłopcy

Współcześnie, Jólasveinar już nie straszą. Na 13 dni przed Bożym Narodzeniem, codziennie jeden z nich odwiedza domy Islandczyków zostawiając im małe prezenty. W tym czasie mieszkańcy wystawiają na okno buty, by każdego ranka znaleźć w nich małe podarki. Odpowiednikiem polskiej rózgi jest znalezienie w bucie kamyka lub starego ziemniaka. Nie tylko zachowanie Chłopców z czasem uległo zmianie. Ich wizerunek, z dość obrzydliwego, stał się bardziej przystępny. Takim sposobem bardziej przypominają europejskiego Świętego Mikołaja.

Imiona Chłopców związane są przede wszystkim z ich psotami , a prezentują się następująco:

  • 12 grudnia – Stekkjastaur (Postrach owiec) – Lubi drażnić i dokuczać islandzkim owcom, nie stroni też od owczego mleka (w przeciwieństwie do mnie, bleee)
  • 13 grudnia – Giljagaur (Rynsztokowy gamoń) – Również lubuje się w mleku i najprawdopodobniej wbrew najnowszym trendom, toleruje laktozę. Chowa się w rowie i obserwuje oborę, by móc się do niej zakraść i podwędzić nieco krowiego mleka.
  • 14 grudnia – Stúfur (Krótki) – Najmniejszy z Chłopców. Kradnie garnki i patelnie, wyjadając z nich resztki.
  • 15 grudnia – Þvörusleikir (Lizacz łyżek) – Jego imię samo wskazuje na to, co robi. Mikołaj ten namiętnie liże łyżki i chochle, dlatego należy je dobrze ukryć w kuchennych szufladach.
  • 16 grudnia – Pottasleikir (Skrobacz garnków) – Podobnie jak jego brat, miłuje się w garnach. Jednak zamiast wylizywać jedzenie, Pottasleikir  zachowuje resztki godności i wyskrobuje je z garnków za pomocą łyżki.
  • 17 grudnia – Askasleikir (Lizacz misek) – Mieliśmy już garnki, to teraz mamy miski. Askasleikir czyha na resztki pozostawione w miskach i wylizuje naczynia do czystości (podobnie jak ja, gdy jem pierogi ze śmietaną).
  • 18 grudnia – Hurðaskellir (Trzaskający drzwiami) – Czy to przeciąg? Czy to żona podczas kłótni? Nie! To kolejny Mikołaj, któremu radość sprawia trzaskanie drzwiami!
  • 19 grudnia – Skyrgámur (Zjadacz Skyra) – Dla tych, co nie wiedzą, Skyr to islandzki odpowiednich serka homogenizowanego i przysmak wszystkich mieszkańców wyspy. Nic więc dziwnego, że wielką psotą z jego strony  jest wyjedzenie całego Skyra!
  • 20 grudnia – Bjúgnakrækir (Złodziej kiełbas) – jego specjalność to – w polskich warunkach podjadanie Śląskiej, a w islandzkich – Pylsur. Strzeżcie się wszyscy mięsożercy!
  • 21 grudnia – Gluggagægir (Podglądacz) – w naszych czasach nazwany byłby Stalkerem. Zagląda do okien farm i obserwuje, co się dzieje w środku. Najbardziej ciekawski z braci.
  • 22 grudnia – Gáttaþefur (Wąchacz) –  O rozmiar nosa mógłby konkurować z Nosaczem Sundajskim! Ten Mikołaj ma bardzo rozwinięty zmysł węchu i skrzętnie wyczuje nawet najbardziej oddalony posiłek.
  • 23 grudnia – Ketkrókur (Mięsny hak) – Jak nazwa wskazuje, Chłopiec ten siedzi na haku i wyczekuje na pojawienie się wiszącej baraniny, przygotowanej na święta. Gdy mięso się pojawi, szybko poluje, by je zdobyć.
  • 24 grudnia – Kertasníkir (Złodziej świec) – W dawnych czasach, domostwa oświetlano świecami więc Kertasníkir podkradał sobie co nieco swojego ulubionego przysmaku. Dziś, nie dość, że świece odeszły do lamusa, to jeszcze produkuje się je z bardzo słabych, syntetycznych materiałów. Kertasníkir wspomina dawne czasy z wielką zadumą.

Jolasveinar

Niezła i bardzo oryginalna gromadka, co nie? Nie wyglądają może tak przyjaźnie jak znany nam dobrze Święty Mikołaj z Laponii, jednak można ich polubić. Islandzkie tradycje świąteczne to nie tylko Jólasveinar! Jeżeli chcielibyście poczytać więcej w tym temacie dajcie znać. Gleðileg jól!

* Obrazki pobrane z serwisu mbl.is

Dodaj komentarz