Gdy dziecku odbiera się głos – czyli o dyskryminacji najmłodszych

Wiele w dzisiejszych czasach mówi się o dyskryminacji. Nie trzeba szukać daleko, by znaleźć przykłady tego zjawiska.


Wystarczy poczytać komentarze pod publicznymi postami dotyczącymi chociażby karty LGBT+. Ile tam nienawiści, ile dyskryminacji ze strony niektórych komentujących. Oprócz tego wielokrotnie czytamy, słyszymy o dyskryminacji osób o innym kolorze skóry czy pochodzących z innego kraju, niż nasz. Jesteśmy z tym zjawiskiem zapoznani, wiemy co to oznacza i czym się objawia. Ciągle słyszymy o tym w telewizji, radio, mediach społecznościowych.

Dyskryminacja dzieci

Jednak nikt z nas nie zdaje sobie sprawy, że dyskryminacja jest nam bliższa, niż myślimy. Bowiem na co dzień zachodzi ona w naszych domach, domach naszych bliskich czy u naszych sąsiadów. Naprawdę nie trzeba szukać daleko. Zdziwiliście się teraz, prawda? Dyskryminujemy niemalże codziennie. Zapytacie kogo? Spieszę Wam z pomocą – otóż dyskryminujemy dzieci – i to praktycznie od początku ich bycia na tym świecie, ba, nawet od życia prenatalnego. Pomyślicie, że zwariowałam. Być może, jednak przeczytajcie do końca.

W dzisiejszym wpisie mowa poniekąd o adultyzmie czyli dyskryminacji ludzi młodych czy dzieci ze względu na ich wiek.  Choć literatura szeroko pojmuje rozważania nad dyskryminacją osób starszych, tak badania czy teksty na temat dzieci lub młodzieży nie są aż tak często podejmowane. W odniesieniu jednak do dzieci uważa się, że ich gorsza pozycja na świecie jest po prostu naturalna. Dzieje się tak dlatego, że dzieciństwo jest etapem ciągłego rozwoju, dojrzewania. Niektórzy więc myślą, że dziecko jest istotą „wybrakowaną”, która wciąż wymaga doskonalenia i jakby przecież jeszcze do końca nie jest dorosłym, więc nie zasługuje na ten sam szacunek, co osoba dorosła czy na to samo lub choć podobne traktowanie. Ja się z tym kompletnie nie zgadzam. Uważam, że dziecko ma takie same prawa, a jego głos jest tak samo ważny, jak głos osób od niego starszych.

„Ale ja nie dyskryminuje mojego dziecka !”

Pomyślicie sobie, że Was to nie dotyczy, że przecież szanujecie swoje dzieci i za nic w świecie nie bylibyście w stanie poddać je gorszemu traktowaniu, tylko ze względu, że są malutcy. Cóż, popatrzcie więc na taką historię i zadajcie sobie pytanie, czy rzeczywiście jesteśmy otwarci na każdego, szanując potrzeby i głos drugiej strony.

Jestem jeszcze w brzuchu mamy. Ciąża i organizm mamy jest magiczny. Doskonale wie, czego mi potrzeba i w jakich warunkach jest mi dobrze. Ja też jestem gotowy i dobrze wiem, kiedy mam się urodzić. Jednak dzieje się coś dziwnego, ktoś inny za mnie decyduje o wyjściu na ten „drugi” świat. Nie byłem jeszcze gotowy, chciałem posiedzieć kilka dni i dobrze się na to przygotować jednak dzieje się inaczej.

Gdy już się urodzę zdarza się, że mama nie karmi mnie wtedy, kiedy tego potrzebuję. Jakieś sztywne ramy i narzucone harmonogramy są bardziej istotne niż to, że wiem, kiedy jestem głodny i jak się najadam. Potrzebuję też bliskości lecz nie zawsze mama jest przy mnie, czasem mnie zostawia samego w pokoju i znika. Nie wiem gdzie jest, więc płaczę, by przyszła. A ona się nie pojawia, jakby mnie nie słuchała. Nie wiem, co się dzieję, zasypiam.

 Gdy jestem starszy, mogę jeść różne produkty. Przygotowują mi posiłek, jem kilka kęsów lecz mój brzuch jest już pełny, bo przecież niedawno wypiłem mleko. Ktoś tego nie rozumie i zachęca mnie do zjedzenia jeszcze. Odkręcam głowę. Dorosły zaczyna śpiewać, recytuje wierszyki. Ja wciąż nie chcę jeść. Dorosły dwoi się i troi, bym zjadł. W końcu zjadam. Boli mnie brzuszek, jednak dorosły tego nie rozumie. Cieszy się, że zjadłem. Nie będę więc płakał, skoro tak bardzo jest ze mnie zadowolony.

Wieczorem nie jestem śpiący, chce się jeszcze bawić. Rodzice mają smutne miny, że wciąż nie mogę spać, pewnie chcieliby zrobić coś innego. Mógłbym to zrobić z nimi przecież. Jednak oni tego nie chcą. Lulają mnie i śpiewają mi piosenki. Nie widzą, że przecież  nie jestem śpiący. Jednak oni się nie poddają. Tym razem poddaje się ja.

Idziemy na spacer, mam czapkę. Jednak biegam i jest mi w niej gorąco. Ściągam ją. Jakieś panie na ulicy zwracają mojej mamie uwagę, że nie mam czapki. Mama mi ją zakłada. Mówię jej, że mi gorąco. Mama chyba tego nie rozumie, każe mi założyć czapkę i nie dyskutować.

Kiedyś spodobała mi się bluzka mojej kuzynki, chciałem taką samą. Miała kolorowe motyle. Tata powiedział mi, że to  nie dla mnie, chłopcy takich nie noszą. Może ma rację?

Bawię się prawie cały czas. Bardzo to lubię, czasem bawi się ze mną mama. Wymyślam różne zabawy, dziś np. moje misie śpią w wannie, fajnie nie? Ciekawe jak to jest, przynajmniej moje misie to odkryją. Mama gani mnie i mówi mi, że śpi się w łóżku i przekłada wszystkie misie na kanapę. Pewnie ma rację. W końcu sama często powtarza, że dorośli wiedzą wszystko.

Jak już mówię o zabawie. Czasem rysuję. Biorę kredki i kartkę papieru i znikam na jakiś czas przy biurku. Kiedyś złamała mi się moja ulubiona czerwona kredka. Zacząłem płakać, nie wiedziałem, co się dzieje, trudno mi było opisać to co było w moim brzuchu i serduszku. Rzuciłem się na podłogę i zacząłem płakać. Mama wzięła mnie na ręce i pokazała mi coś za oknem, zainteresowałem się. Jednak wciąż nie rozumiem, czemu nie zapytała, co się stało. Chyba nie chciała bym płakał, a mi było tak źle.

Zauważyłem też taką rzecz. Gdy jestem na spacerze z mamą  w parku obcy ludzie mnie dotykają po głowie, uśmiechają się do mnie i dziwnym głosem pytają się, ile mam lat. Odpowiadam, bo czuję, że tego chcą. Inaczej pewnie nazwą mnie marudnym czy niegrzecznym. Jednak nie robią tego innym dorosłym. Dlaczego? Czy coś jest ze mną nie tak?

Gdy jestem starszy często słyszę musisz, nie dyskutuj, zobaczysz, jak dorośniesz. Nikt mnie nie zapyta, czego chcę czy czego potrzebuję. Jak mówię mamie, że nie chcę teraz iść sprzątać to ona jest smutna. Mówi, że jest jej przykro. Przecież nie chcę, aby mamusia była smutna. Idę więc sprzątać.

Takich historii jest wiele. Spotykają mnie na co dzień i nie mogę ich nawet wszystkich policzyć. Chciałbym już po prostu być dorosły. Jedynie dorośli mogą wszystko.

Postaw się proszę w roli dziecka z tej historii. Czy na każdym kroku czujesz się gorszy, umniejszany? Czy tak bardzo pragniesz tego, by ktoś na serio wziął Twoje słowa? Zapytał o Twoje potrzeby czy to, jak Ty się czujesz, jakie masz zdanie na ten temat?

A teraz bądź dorosłym, takim jakim jesteś. Wyobraź sobie sytuację, gdy nie masz ochoty na ziemniaczki na obiedzie u teściowej, a ona przychodzi i wciska Ci je do ust. Wciska „na chama”, bo wie, czego potrzebujesz, jak się z tym czujesz? Okej? Albo bądź zdenerwowany, płacz z bezsilności z powodu jakiejś stresującej sytuacji w pracy. Partner czy partnerka zamiast okazywać Ci wsparcie i zrozumienie, zacznie na pocieszenie wymachiwać przed nosem lizakiem mówiąc, że nic się przecież nie stało.

Absurdalne, prawda?

Dlaczego więc na co dzień serwujemy to naszym dzieciom?

Praktycznie na każdym kroku. Dlaczego nie słuchamy dzieci? Uważamy, że wiemy lepiej i znamy bardziej się na ich potrzebach, niż one same? Dlaczego uciekamy się do dyskryminacji? Przecież to też ludzie! Tylko tacy mniejsi, ale wciąż ludzie. Którzy mają takie same prawa. Notabene, dlaczego więc mamy osobno Prawa Człowieka i Prawa Dziecka?

W zamian za to wszystkowiedzenie proponuję Wam podejście pełne zaufania do swojego dziecka i jego potrzeb. Zamiast sztywnego autorytatywnego stylu, podejście oparte na współpracy z dzieckiem.

Alfie Kohn w swojej książce przedstawia kilka filarów takiego podejścia m.in. koncentrację na współdziałaniu, bezwarunkową akceptację dziecka, stwarzanie warunków i okazji do podejmowania przez dziecko decyzji w kwestiach dla niego istotnych, staraniu zrozumienia się motywów i przyczyn zachowania dziecka. Oprócz tego ten sposób obejmuje koncentrację na dostarczaniu wskazówek dziecku i po prostu wsłuchiwaniu się w ich potrzeby oraz spełnianiu ich. Nurt ten zakłada, że zamiast wyciągać konsekwencje z „nieprawidłowego” zachowania dziecka, można stworzyć warunki do wspólnej nauki i wyciągania wniosków.

Czy nie lepiej by było tworzyć z dzieckiem partnerstwo, być jego przewodnikiem i po prostu towarzyszyć mu w eksploracji i byciu w tym świecie, zamiast sztywno wprowadzać zasady w myśli „ja jestem dorosły i ja tu rządzę”. Zamiast próbować narzucać czegoś dziecku, spróbujmy nauczyć się czegoś od dziecka, stwórzmy mu przyjazne środowisko do rozwoju, w którym jego potrzeby i granice są respektowane. W którym nie ma miejsca na dyskryminację.

Ciekawym podsumowaniem tego wpisu może być wypowiedź jednej z uczestniczek konkursu eseistycznego dla dzieci, zorganizowanym przez Rzecznika Praw Dziecka:

Dorośli? Sądzą, że wszystko wiedzą najlepiej. Najczęściej odzywają się do nas „Ja w twoim wieku”, „Nie znasz się”, „Co ty możesz wiedzieć”. A przecież to co robię, co myślę, co czuję, co przeżywam, co chcę powiedzieć – czy to się nie liczy? Nie ma znaczenia? Przecież ja jestem człowiekiem, mam prawo dokonywać wyborów, mam prawo popełniać błędy – a któż ich nie popełnia. Mam prawo mówić co myślę. Ja znam słowo demokracja, wiem co się w nim mieści – to wolność słowa i wyboru. Czyli gdzie jest dla nas ta demokracja?

Źródło: Ewa Jarosz „Społeczne wykluczenie i dyskryminacja dzieci. Marginalizowany obszar nierówności społecznych.”

Dodaj komentarz