Dziecko na weselu – świetny pomysł czy ostateczność?

Dziecko na weselu
Jak to  zazwyczaj bywa w lecie, sezon weselny w pełni. Od razu przepraszam za swoją nieobecność na blogu, ponieważ sama niedawno uczestniczyłam w przepięknej ceremonii zaślubin i jeszcze piękniejszym weselu. Nawet Troskliwa w ostatni weekend doświadczyła na własnej skórze uroków islandzkiego wesela. Co za tym wszystkim idzie – chciałabym się podzielić moim spostrzeżeniem odnośnie zabierania dzieci na tego typu uroczystości.

Czytając różne fora czy tematy poruszane w mediach społecznościowych odczuwam jakąś wszechobecnie panującą nienawiść do dzieci biorących udział w takiej uroczystości. Nieraz padają określenia, że przeszkadzające bachory, latają między nogami, nie dają spokoju rodzicom, psują uroczystość, chcą pić, chcą jeść, marudzą, ryczą… Nikt nie pisze o tym, że wesele może popsuć się przez pijanych wujków obtańcowujących wszystkie panny na parkiecie, niestosowne uwagi, trudne tematy poruszane przy stołach, które mogą prowadzić do kłótni, a w hardcorowych sytuacjach nawet i do rękoczynów. To wszystko można wybaczyć dorosłym ludziom, którzy są rozwinięci pod każdym względem. Ale płaczący kilkulatek, który jest przytłoczony jakąś sytuacją i nie bardzo wie, jak sobie z nią poradzić – jest społecznie karcony i uznawany za personę non gratę polskiego wesela.

Decyzja pary młodej

Myślę, że wszystko zależy od tego, czy państwo młodzi zapraszają dzieci na wesele. Jest to jednak jakby nie patrzeć uroczystość rodzinna, więc jeżeli przyszli małżonkowie decydują się na zaproszenie dzieci na swój ślub to myślę, że w ich obowiązku jest zajęcie się również młodszymi gośćmi. Starszyna dostaje alkohol, jedzenie, atrakcje prowadzone przez wodzireja, dj’a znającego najnowsze kawałki do tupania nóżką. A mali? Zazwyczaj pozostawieni są na łaskę rodziców, którzy są rozdarci między opieką nad młodymi a chęcią zabawy. Uważam, że świetnym rozwiązaniem jest zatrudnienie animatora. Wesele, na którym ostatnio byłam, było dopracowane pod każdym, najmniejszym względem. Dzieciaki otrzymały świetną opiekę w postaci dwóch animatorów, a do tego kolorowanki, gry, zabawy, animacje, słodycze, trampolinę, a cały wieczór uwieńczyło wspólne oglądanie bajek i spanie na leżaczkach w jednej sali. Myślę, że mali bawili się chyba porównywalnie dobrze jak dorośli i będą długo wspominać taką świetną zabawę.

Decyzja rodziców

Nawet jeżeli rodzice otrzymają zaproszenie z widniejącym imieniem ich dziecka, to do rodziców też należy decyzja, czy mają ochotę na zabranie pociechy ze sobą, czy może poproszą babcię czy opiekunkę o pomoc. Wiadomo, że im mniejsze dziecko, tym trudniej zostawić je pod opieką innej osoby niż rodzic, zwłaszcza jeżeli karmione jest w sposób naturalny. Jednak myślę, że można ze wszystkim się dogadać. Rok temu sama pilnowałam kilkumiesięczną P na weselu, a Paullina z mężem bawili się do białego rana, mimo kilku razy, gdy trzeba było podejść do małej i ją nakarmić czy uspokoić, gdy potrzebowała bliskości rodziców.

Chciałabym podkreślić też fakt, że jeżeli para decyduje się na zabranie dziecka ze sobą, obowiązek opieki należy do dwójki rodziców. Przykre jest, gdy mężczyzna bawi się w najlepsze, a mama z maluchem spędza chwile gdzieś w odosobnieniu. Niestety jest to bardzo częsta sytuacja, która z całego serca mi się nie podoba i najchętniej chodziłabym po tych wszystkich tatusiach z przypomnieniem, że przecież to też Twoje dziecko a opieka nad nim należy do Ciebie, w takim samym stopniu, jak opieka ze strony partnerki.

Zaproszenie, ale bez dzieci

Wiele osób obraża się, gdy lista gości nie obejmuje osób mających mniej, niż naście lat. Czy w ogóle jest sens? Myślę, że nie. Najwyraźniej para młoda nie życzy sobie, aby w ich uroczystości brały udział maluchy. Być może nie ma budżetu na dodatkowe osoby czy opłacenie animatora, być może po prostu nie lubi dzieci. To jest ich decyzja i trzeba to uszanować. Myślę, że nietaktem byłoby przyprowadzenie dziecka bez zaproszenia, tak samo jak kupno kwiatów, gdy para otwarcie prosi o alkohol czy książki. Szanujmy się nawzajem i respektujmy czyjeś prośby, plis.

W ostatecznym rozrachunku

Fajnie, gdy przyszli małżonkowie decydują się na zapraszanie dzieci – maluchy to niekończące się pokłady energii, radości i ciekawych pomysłów, uważam, że mają takie same prawo do zabawy na weselu, jak dorośli.

Niefajnie, gdy przyprowadzasz swoje dziecko bez zaproszenia lub obrażasz się na znajomych czy rodzinę, że nie zaprosili Twojego dziecka – mają do tego prawo!

Fajnie, jeżeli dzieci mają animatora, czy zapewnione atrakcje i nie muszą być w 100% pod opieką swoich rodziców, lecz jest ktoś, kto się nimi w razie czego zajmie.

Niefajnie, gdy opieka nad maluchem scedowana jest na jednego rodzica – zarówno tata jak i mama powinni zająć się swoim dzieckiem i oboje mają prawo do zabawy, pamiętajcie o tym.

Fajnie, jeżeli potrafisz zaakceptować fakt, że na weselu oprócz Ciebie bawią się też maluchy. Niepotrzebne są komentarze o rozwydrzonych bachorach, które nie potrafią się zachować i są głośno, czy płaczą. Spróbuj wejść w buty takiego małego człowieka i zastanów się czy dla niego przyjemnością jest patrzenie na nawalonych dorosłych, którym plącze się język i którzy kłócą się o sytuację polityczną w kraju – nie słyszałam nigdy, by maluch narzekał na zachowanie dorosłego, a śmiem twierdzić, że niejednokrotnie jest ono znacznie gorsze niż zachowanie dziecka. Trochę pokory !


PS od Troskliwej

Podpinam się do wpisu Patrycji i też chcę podzielić się moimi spostrzeżeniami. Kiedy sama brałam ślub kilka lat temu nie byłam jeszcze mamą. Wtedy postanowiliśmy nie zapraszać na nasze wesele dzieci (oprócz małej chrześnicy mojego męża i 3 inny dzieci). Nasza decyzja była podyktowana głównie finansami. Mam ogromną rodzinę z dużą ilością dzieci i gdybyśmy zaprosili wszystkich z maluchami doszłoby nam bardzo dużo gości. Nie wiem jaka była reakcja mojej familii, ale nie odczułam, aby ktoś miał pretensję. Gdyby ktoś nas zapytał o to czy może przyjść z maluchem to pewnie byśmy się zgodzili. Na drugi dzień organizowaliśmy poprawiny na świeżym powietrzu gdzie wszyscy byli zaproszeniu już ze swoimi maluchami. Dziś z perspektywy matki wiem, że moja decyzja mogła być trudna dla wielu rodziców i myślę, że gdybyśmy jeszcze raz brali ślub to wcale nie byłoby mi tak łatwo zaprosić Gości bez dzieci.

Dwukrotnie dostaliśmy też zaproszenia bez małej P i zapytaliśmy Pare Młodą czy nie mają nic przeciwko, abyśmy zabrali ją do kościoła i na weselny obiad, a potem odwieziemy ją do domu i zostawimy pod opieką innego dorosłego. Dwukrotnie Para Młoda nie miała nic przeciwko, albo się do tego nie przyznała. Tak czy siak gdybym dostała decyzję odmowną to  w przypadku mojego 6 miesięcznego dziecka – bezbutelkowego cycoholika, pewnie przyszłabym tylko do kościoła, a następnie wróciła do domu. Być może Para Młoda by się wtedy obraziła, ale uważam, że dopóki nie ma się swojego dziecka to naprawdę próba oceny rodzica może być bardzo krzywdząca.

Słyszałam wiele krzywdzących opinii na temat mam i ich decyzji w trakcie wesel i zawsze są to opinie osób bezdzietnych. Nie mogę się doczekać kiedy te właśnie osoby będą miały dzieci i jak same się będą wtedy zachowywać. Prawdopodobnie sama byłam ofiarą tych krytycznych uwag kiedy trzykrotnie zabrałam moje 6 miesięczne dziecko na wesele i dwukrotnie na wyjazdowy wieczór panieński.  Wiem jak wielkie zdziwienie wśród bezdzietnych osób wywołuje decyzja zabrania malucha na taką uroczystość – bo przecież może zostać z babcią albo opiekunką! Dla bezdzietnych osób wszystko w temacie dzieci jest proste i oczywiste.

Przypomina mi się też komentarz innej pary, którą poznałam w trakcie wesela. Byli bardzo zdziwieni, że po telefonie mojej mamy postanowiliśmy wrócić do domu i zrezygnować z dalszej zabawy. Nie pamiętam dokładnych słów, ale kontekst był taki, że kiedy dziecko zostaje pod opieką innych nie jest to ich problem. Ja tak nie uważam. Jeśli moja mama, która wychowała 6 dzieci dzwoni do mnie i mówi, że mam wracać to wiem, że coś się dzieje. A moje dziecko jest dla mnie priorytetem czy to się komuś podoba czy nie.

Dodaj komentarz